Brzydkie Maroko – gdzie go szukać? Przewodnik po ohydnych miejscach.

A dzisiaj będzie o brzydkim Maroko. Właśnie tak to sobie wymyśliłam przeglądając tysiące zdjęć przywiezionych z wyjazdu. Wśród nich są i takie, których po prostu nie mam gdzie pokazać. Na stronie nie za bardzo bo reklamą dla kraju nie będą, brakuje tam błękitnego nieba i piaskowych budowli o zachodzie słońca. Na FB może i wywołałabym falę komentarzy, niektórych może by zaskoczyły, ale jak je wstawić pomiędzy oferty wyjazdów egzotycznych, miłe i gładkie opisy?  Znowu jak pięść do oka.

Jesteście ciekawi co to za zdjęcia? Ot takie, na których znajdziecie na przykład halę targową i dział mięsny. Czyli nic nadzwyczajnego. I pewnie wielu turystów wcale nie wchodzi na suk do części spożywczej bo tam zawsze śmierdzi i jest brudno… A tak wcale nie jest. Tu dopiero widać co jadają Marokańczycy. Te całe głowy kozy, owcy, z oczami i wszystkimi dodatkami, to podroby i jęzory, flaki i ogony. Nic nadzwyczajnego niby ale u wielu budzi odrazę.

A stoisko z mięsem wielbłądzim, które reklamuje dyndająca na sznurku głowa, wielka głowa, wielbłąda? Czy to może być przerażające? Może, takie miłe zwierzątko a oni je tu jedzą.

I tych ślimaków co panu pełzają w wózku, niektóre są już na pałąku z żarówką, inne wpełzły, wcale nie powoli, pod wózek – i tak wszystkie skończą w rosole,  też jakoś szczególnie nie trzeba długo szukać.

Bo z tym brzydkim Maroko, ale autentycznym Maroko jest tak, że każdy idzie tą samą drogą ale tylko kilkoro z nas zauważy te prawdziwe detale kraju, a jeszcze mniej z nas zrobi zdjęcie no bo co potem z takim zdjęciem? Do albumu nie pasuje, znajomym nie ma co pokazywać i tak nie zrozumieją… A poza tym kto fotografuje rzeczy odrażające lub straszne i śmierdzące (rzekomo)?

Brudne mury, obdrapane i wilgotne. To nieuniknione w ich klimacie, Rabat bo o nim mowa, leży nad oceanem i wilgoć nie oszczędza tutaj mediny. I choć przewodniki pokażą nam tylko najbardziej reprezentacyjne części miasta to warto zobaczyć z czym na co dzień walczą mieszkańcy stolicy.

Garbarnie skóry w Fezie. Każdy przewodnik książkowy, niektóre nawet w specjalnym oknie z boku strony z wykrzyknikiem będą wspominać o konieczności zabrania ze sobą na taras widokowy pęczka mięty by podłożyć sobie pod nos i zagłuszyć smród garbowanych i moczonych sków. Wierzcie mi, że tam gdzie trafiają turyści to nie śmierdzi.

Ale jak traficie tam gdzie my, przez przypadek, i zobaczycie te sterty skór z resztkami mięsa, leżące i po prostu rozkładające się na słońcu, jak popatrzycie na rodziny i dzieci, które po nich skaczą i się tam bawią, i mimo braku kolorowych kadzi bo nikt nie farbuje tutaj po jednej kadzi koloru tylko każdy dzień ma swój kolor, to zobaczycie wreszcie prawdziwą garbarnię. I ten smród intensywny, w połączeniu z bałaganem dookoła to będzie prawdziwe Maroko.

Oczywiście też wolę miejsca ładne i pachnące ale lubię widzieć wszystko by mieć porównanie. Nie sztuką jest zobaczyć tylko to co pokazuje nam miejscowy przewodnik chadzający tymi samymi uliczkami od ostatnich kilku lat. By podróżować naprawdę trzeba chcieć wściubić nos za róg, usiąść w lokalnej restauracji, nawet jeśli mamy duże (i pewnie zasadne) wątpliwości co do czystości naczyń, na których podawane są tutejsze dania. Wtedy tam chodzi o klimat, atmosferę, chociaż na chwilę i chociaż na trochę przestajecie być „tym” turystą co ogląda tylko podetknięte mu pod nos zabytki i atrakcje a resztę czasu spędza na zakupach „w polecanym” miejscu  albo we wskazanej kawiarni.

Autentyczność może zmęczyć. Czasem może też być przygnębiająca ale jak wszędzie także w podróży warto zadbać o równowagę i wyważyć ile tego prawdziwego Maroko chcę zobaczyć.

A teraz obejrzyjcie koniecznie zdjęcia ale nie z odrazą i przymkniętymi oczami – tylko świadomie, z zaciekawieniem i chęcią poznawania kraju także od podszewki. Nie będzie tam nic co Was przerazi czy odstraszy, ale niech Was zainteresuje a może i zainspiruje.


  • udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *