Marzenie o spotkaniu z idolem
Przed wyjazdem na Zanzibar udało mi się skontaktować z jednym z tamtejszych beach boyów, którzy zaczepiając turystów na plaży, oferowali liczne wycieczki. Kontakt był sprawdzony, chłopak przetestowany i oceniony bardzo dobrze.
Olek zafascynowany gwiazdami Internetu bardzo ciepło opowiadał o pewnej postaci z Zanzibaru. Oglądał filmiki, znał sporo historii z życia tego chłopaka, słychać było w głosie, że spotkanie z gwiazdą na wyspie sprawiłoby Mu wielką radość. Zadziałałam szybko, odnalazłam gwiazdę, skontaktowałam się z Nią na dwóch różnych profilach, po zaledwie kilkunastu minutach przyszła odpowiedź z jednego z nich. Jak się potem okazało, ujęłam chłopaka tekstem, że mój Syn Olek jest Twoim wielkim fanem i chciałabym sprawić Mu niespodziankę i zaaranżować wycieczkę dla całej Rodziny w Twoim towarzystwie.
Plan na wyjazd marzeń: wycieczki wodne i rejsy
Wybór wycieczek był dość bogaty, odrzuciłam wszystkie z transportem samochodowym i tak mieliśmy w planach wynająć auto na Zanzibarze. Zależało mi na wycieczkach wodnych. Jedna z nich uchodząca za kultową wydawała się najodpowiedniejsza. Potargowaliśmy się co do ceny, i wystarczyło czekać na Nowy Rok, bo na wtedy umówiliśmy się na wyjazd.
Olek nadal nie wiedział, że gwiazda stoi u drzwi. Jak się okazało, nie tak bardzo blisko, bo na spotkanie z nami do recepcji naszego hotelu wysłał kierowcę, który eleganckim i klimatyzowanym autkiem miał nas zabrać na miejsce spotkanie z gwiazdą.
Jechaliśmy długo, odległości na Zanzibarze nie są duże, ale jeździ się fatalnie, ulice i drogi są wąskie, dziurawe i do tego bardzo zatłoczone. Ruch jest bardzo przypadkowy i trzeba mieć oczy wokół głowy i afrykańską fantazję, by przewidzieć wszystkie ruchy innych uczestników ruchu.
„Się ma, Kochani!” – spotkanie na szczycie
Wreszcie po mniej więcej godzinie drogi nasz kierowca zatrzymał się na poboczu. Tu miał pojawić się gwiazdor Tik toka. Rodzina była wtajemniczona, Olek podsypiał w trzecim rzędzie samochodu. Nagle drzwi się otworzyły i gwiazda, a raczej gwiazdeczka, bo chłopak drobniutki, malutki i młodziutki przywitał nas gromkim: Się ma, Kochani!
Olek przed chwilą jeszcze drzemiący wybudził się i zrobił wielkie oczy! Wykrzyczał imię naszej gwiazdy, a ta urosła w oczach odkrywając swojego fana. Atmosfera się ożywiła, my nie byliśmy potrzebni, nagle obaj chłopcy zaczęli porozumiewać się tajemnym językiem tik toka. Słuchaliśmy tego z boku, kuksając się łokciami dla niepoznaki.

Pod żaglami dhow: snorkeling i znikająca wyspa
Plan był taki: docieramy na miejsce na plażę, tam okrętujemy się na tradycyjnej drewnianej łodzi dhow i nią płyniemy na wyspę, po drodze snorkeling, znikająca wyspa, lunch z owoców morza, poczęstunek owocowy.
Nasza gwiazda opowiadała co nieco, nieźle radziła sobie z językiem polskim, którego nauczyła się w zaledwie 9 miesięcy, a potem już tylko szkoliła podczas oprowadzania grup polskich. W trakcie rozmowy okazało się, że śledzony przez Olka profil został teraz zamknięty, ale nasz organizator pracuje pilnie już nad kolejnym kanałem, by stale mieć łączność ze swoimi fanami.
Zbliżaliśmy się do miejsca, gdzie mieliśmy wysiąść, nasz chłopak ubrał firmową koszulkę, nałożył identyfikator z licencję przewodnika. Kazał nam wysiąść, potem wsiąść, potem znowu wysiąść, lekka dezorganizacja. Ale pierwsze koty za płoty. Odpływ miesza zawsze w porannych planach wszystkich wycieczek na Zanzibarze. Po chwili jednak wszyscy wygodnie siedzieliśmy w łodzi, nasza piątka i trzy osoby do naszej obsługi.
„Pływanie jest niebezpieczne” – Gwiazda na suchym lądzie
Fala niewielka, pierwszy postój to snorkeling. Kilka pytań o rafę, o rybki i o żółwie, i szybko okazuje się, że nasza gwiazda jeszcze nigdy nie była pod wodą. Pływać raczej nie potrafi, ale na rafie znad wody zna się wybornie. Do zapamiętania zanotowałam zdanie: „Pływanie to niebezpieczne jest, a ja muszę zarabiać i pracować dalej”.
Po takiej zachęcie wskoczyliśmy na chwilę do wody, ale okazało się, że ta rafa to jednak nie rafa, tylko mętna woda, pływające gluty z rozmiękłej trawy i pojedyncze koralowce oraz rybki. Na szczęście, gwiazda zapomniała wziąć chleb do podkarmiania rybek, co jak było widać, funkcjonowało świetnie na pobliskich licznych łódkach. Po dwóch zejściach do wody i delikatnej zmianie miejsca poddaliśmy się ze snorkelingiem.
Tapujemy, czyli życie w relacji live
Gwiazda lekko zdezorientowana naszym niezadowoleniem, bo przecież zawsze wszystkim się podoba, próbowała ratować sytuację. Nagranie na żywo z Olkiem jako głównym kolegą, przez chwilę skradło całe show. Odkryliśmy, na czym polega Tik tok, otóż gwiazda włączyła swój telefon, którym machała raz na prawo, raz na lewo, szybko, na pewno za szybko dla oglądających i mówiła szybko, i po polsku, uroczo, nawet jeśli niegramatycznie, to nadal bardzo dobrze, zapamiętaliśmy słowa „tap, tap, tap, tapujemy”, na szczęście Olek symultanicznie tłumaczył nam, co to znaczy… Domyślaliśmy się, że to zagrzewające do lajkowania okrzyki gwiazdy.
Chłopak siedział sobie w telefonie, a my mieliśmy sami zająć się sobą. Nie mieliśmy z tym problemu. Pan kapitan, chcąc pomóc sytuacji, zabrał nas do laguny z lasem mangrowców, tam było przyjemnie, ale na pewno nie dziewiczo i niekameralnie, potem popłynęliśmy na rozgwiazdy. I to był hit.





Egzotyczne smaki i lokalny koloryt
Było ich bardzo dużo, były bardzo kolorowe i nie na głębokiej wodzie. Bardzo mocny punkt programu. Gwiazda nie dopytywała nawet zbyt wiele, bo przyszedł czas na krojenie owoców tropikalnych i poczęstunek na łodzi. Naszą uwagę skupił pan kapitan, który poza łodzią zajmował się teraz ananasem, arbuzem, kokosami, marakują, bananami. Przypominam, że obserwatorzy gwiazdy mieli z tego wszystkiego cały czas relację na żywo, bardziej przypadkową, niż zaplanowaną, ale non stop byli z nami. Delikatnie napomknę, że nikt mnie nie pytał, czy mam ochotę wystąpić w programie na żywo…
Na lunch dobiliśmy na wyspę, gdzie poza pysznym posiłkiem zrobiliśmy także fajne zakupy. Trochę lansu było także tutaj, bo nasza gwiazda zna disco polo, śpiewa Hakuna Matata i chodzi po baobabach. A wraz z nią tłumy obserwatorów, tak przynajmniej miało to wyglądać. W trakcie naszych rozmów wyszło kilka ciekawych faktów o Zanzibarze, życiu na Zanzibarze, rodzinie gwiazdy. Wiadomo, że to bezcenne informacje.
Gorzki koniec i cenna lekcja
Polaków na wyspie jest bardzo dużo, interes się rozwija na tyle dobrze, że nasza gwiazda zatrudnia innych przewodników, którzy tak jak on oprowadzają po polsku. Ale gwiazda jest tylko jedna.
Rozczarował mnie koniec. W tym samym miejscu, gdzie spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem, nasz kierowca się zatrzymał, a gwiazda wysiadła i zamknęła za sobą drzwi. Łudziłam się, że jeszcze otworzy nasze boczne, że pożegna się osobiście, że poda rękę na do widzenia. Niestety wykończony i spracowany gwiazdor resztką sił powlókł się do domu…
Nawet sam Olek przyznał na koniec tej wycieczki, ze nie zawsze wizerunek pompowany w sieci pokrywa się z rzeczywistością. Język nawet tak trudny jak polski to tylko część sukcesu w turystyce, najważniejsza jest charyzma, pasja i osobowość. Ciekawe było to doznanie i osobliwa wycieczka, ale bardzo nam potrzebna. Na kolejną wybraliśmy się ze sprawdzonym nieinstagramowym kolegą, który nie mówił po polsku, nie siedział w telefonie, miał idealnie dopasowany sprzęt do nurkowania i sam wszedł do wody, dbając o nasze bezpieczeństwo. I co z tego, że tego dnia nie było warunków do snorklowania? Wrażenia zostały dużo lepsze.




