Sokotra – luksusowa przygoda zamiast turystyki masowej

Masówka

To słowo dźwięczy mi w uszach od pamiętnej rozmowy telefonicznej z Panią X. I choć minęły już dobre trzy tygodnie, to sprawa leży mi na sercu.

Niezwykły telefon

To był jeden ze zwykłych telefonów, jakich odbieramy w biurze po kilkanaście dziennie. Ten akurat trafił na mnie. Dzwoniła kobieta, nie przedstawiła się, już na wstępie miała dość poirytowany ton głosu.

Pytania bez odpowiedzi

Zadała naprędce pytanie:
Czy Wy organizujecie jakieś wyjazdy na Sokotrę?
Oczywiście! – odparłam, i zaczęłam jak to zwykłe opowiadać o wyjeździe na Sokotrę, który ze względu na warunki na miejscu nie jest wyjazdem standardowym.

Pani nie chciała słuchać. Zadała mi kolejne pytanie:
A off-roadu jest tam dużo?
Tak, większość miejsc, do których chcemy dojechać, kończy się off-roadem. Jest asfalt, a potem off-road. Ale proszę się nie niepokoić, Państwo nie prowadzicie samodzielnie auta, macie każdorazowo kierowcę lokalnego.

Słowo, które zakończyło rozmowę

Pani przerwała mi nagle.
Jak to? Ja muszę prowadzić sama. Ja i mój Mąż musimy siedzieć z przodu. Ile osób pakuje Pani do auta?
Trzy – odparłam zgodnie z prawdą. Lokalny kierowca i trzech turystów.
Czyli będą ze mną jakieś obce osoby? – zapytała Pani.
Nie obce, tylko pozostali uczestnicy wyjazdu. Jedziemy tam grupą.
Tak, typowa MASÓWKA – powiedziała Pani.

Przez chwilę nie słuchałam, co mówi dalej. Słowo „masówka” zabiło rozmowę.

Bez słuchania i z gotową opinią

Kiedy wróciłam „do żywych”, Pani opowiadała dalej, że jeździli sami po Kostaryce i w Gruzji i zaraz dzwoni do innego biura, gdzie mają ofertę lepszą niż moja.
Pozwoliłam sobie wtrącić, że byłam na Sokotrze nie raz i nie dwa, i nie znam tam opcji wypożyczenia auta i samodzielnej jazdy po wyspie.

A to niby dlaczego? – zadziornie zapytała Pani.

Ale odpowiedzi nie chciała słuchać.

Próba wyjaśnienia

Próbowałam opowiedzieć Jej, że tam nie ma wypożyczalni, że auta są drogie i bardzo o nie dbają właściciele, że nie ma części zapasowych, nie doszłam do umiejętności kierowców, bo niektóre off-roady jak podjazd do lasu drzew smoczych to na pewno nie jest bułka z masłem…

Pani zadała mi pytanie: Czy ja kiedykolwiek byłam w Gruzji? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że tak, ale podkreśliłam także, że na Sokotrze również.

I to był ten moment, kiedy wiedziałam, że nic z tej rozmowy nie będzie.

Kuchnia polowa kontra restauracje

Pani po raz kolejny zamruczała pod nosem, że komercja i masówka i że już dzwoni gdzie indziej, ale… postanowiła mnie jeszcze chwilę wziąć na spytki.
Pamiętam, że wspomniałam o całej ekipie do obsługi takiej grupy na Sokotrze. Wymieniłam także kucharza. Pani znacząco się ożywiła.

Ale co to znaczy, że będzie z nami kucharz? A po co? My będziemy sobie gotować sami i chodzić do restauracji.

Ugryzłam się w język, żeby nie odpalić czegoś prosto z mostu. Zaczęłam delikatnie, że na Sokotrze nie ma infrastruktury z restauracjami, i po to nocujemy w namiotach, by w pełni wykorzystać uroki wyspy i cieszyć się naturą z dala od nie najładniejszej stolicy, jedynego miejsca, gdzie są trzy restauracje na krzyż.

Nagle zakończenie

Pani prychała coś pod nosem.
Bez sensu, bez sensu… – tyle zrozumiałam.
Rozłączyła się nagle, bez „do widzenia”, bez „dziękuję”, nawet bez kolejnej zapowiedzi telefonu do konkurencji.

Stałam jeszcze chwilę z telefonem w ręce. Nie wiedziałam, co tak naprawdę się wydarzyło.

Refleksja po rozmowie

Bo sytuacja była dziwna… Dzwoni potencjalna Klientka, która chce dowiedzieć się czegoś na temat Sokotry. Nie słucha, bo wie wszystko lepiej. Co najmniej trzy razy grozi mi telefonem do innego biura w poszukiwaniu oferty pasującej do Jej oczekiwań, ale nie odpuszcza i brnie dalej z kolejnymi pytaniami.
A ja wiem, że założenia Pani są błędne i nikt nie spełni Jej oczekiwań, bo to nie ten etap turystyki na wyspie.

Dlaczego to nie masówka?

Na co dzień odbieramy wiele telefonów, różnych, są rozmowy poważne i mniej poważne, czasem tematy zabawne, czasem bardzo serio. Bywają problemy, zagadki, wyzwania – ale masówka mnie męczy do dzisiaj.

Skąd takie wnioski? Skąd takie oskarżenia? Sokotra i masówka nie mają żadnej części wspólnej, to cały czas kierunek ekskluzywny, trudny, inny od pozostałych. Podróżujemy tam w małych grupach, często mamy niemal tyle samo obsługi na miejscu co turystów.

Byliśmy tam już kilkanaście razy, ja sama sześciokrotnie.
Za Pani marzenie o samodzielnej Sokotrze za kółkiem i restauracjami na co dzień trzymam kciuki. Jestem dziwnie spokojna, że przyjdzie Pani chwilę zaczekać.