Podróż bez paszportu

Tytuł tego wpisu nasunął mi się natychmiast sam, jestem wierną słuchaczką podcastu o tym samym tytule i często czerpię z niego wiele informacji przed własnymi wyjazdami.

Tym razem będzie o podróży na Grenlandię. Największa wyspa świata, na mapie zajmuje kawał ziemi na północy. Łatwo znaleźć ją w każdym atlasie i na globusie, nie można jej pomylić z niczym innym, siedmiokrotnie większa od Polski zamieszkiwana jest przez zaledwie ok. 56 000 ludzi.

Po roku przerwy wróciłam na Grenlandię, zabierając ze sobą pierwszą grupę ESTY.

Grenlandia z paszportem

W przygotowywanym szczegółowym liście praktycznym w akapicie poświęconym wymaganym dokumentom wyraźnie zaznaczyłyśmy konieczność posiadania paszportu. Bo niby Grenlandia należy do Królestwa Danii, to bliżej jej do Ameryki Północnej niż do Europy. Nasz lot z Kopenhagi trwał prawie 5 godzin, a lot bezpośredni z Nowego Jorku ląduje na Grenlandii po zaledwie 3 godzinach.

Przypomniała mi się sytuacja sprzed roku, kiedy we trzy leciałyśmy tą samą drogą na przetarcie szlaku. Każda z nas wylatywała z innego miejsca, by spotkać się w Kopenhadze. Beata leciała z Gdańska, w drodze na lotnisko zadzwoniła do nas będących już w Kopenhadze i po kilku słowach okazało się, że wybrała się w podróż na Grenlandię z dowodem osobistym. Musiała zawrócić i zabrać jednak paszport, by zgodnie z obowiązującymi zasadami wlecieć na Grenlandię z paszportem, a nie dowodem.

Nie dziwił nas ten stan rzeczy, bo będąc wcześniej na Wyspach Owczych, należących także do Królestwa Danii było tak samo.

Przed rokiem, chociaż raz była kontrola dokumentów, przy wjeździe na Grenlandię, każdy dla formalności musiał otworzyć swój paszport, wtedy potwierdziła się zasadność posiadania tego dokumentu

Tym razem było inaczej

My byliśmy gotowi pokazywać paszport każdemu, tylko nikt nie był nim zainteresowany. Lot do Kopenhagi na podstawie karty pokładowej, pani nawet nie prosiła o dokument tożsamości. Wjazd do Kopenhagi z marszu, bo to Unia, bez żadnych kontroli dokumentów.

Wylot z Kopenhagi gładko, każda bramka otwierana na podstawie karty pokładowej.

Powiecie, żeby ją dostać musiałam pokazać paszport, a wcale nie. W Kopenhadze na lotnisku check in odbywa się przy automatach, gdzie oczywiście można zeskanować swój paszport, ale można także zalogować się i odebrać kartę pokładową oraz etykietkę bagażową na podstawie numeru własnej rezerwacji lotniczej lub numeru biletu.

Czyli wylatujemy z Europy bez kontroli, po 5 godzinach lotu wita nas aż 16 stopni, piękne słońce i wjazd gładko wprost na Grenlandię. Żadnej kontroli, żadnego funkcjonariusza, nic – po prostu gładkie wejście.

W hotelu nikt z naszej grupy nie musiał się legitymować, bo recepcja miała wcześniej pełną listę z nazwiskami i datami urodzin. I tak pokonaliśmy kawał świata, by dolecieć na Grenlandię, która jak się okazało nie skupia się na formalnościach.

Grenlandia bez pieczątki

A co jeśli w grupie jest Klient, który zbiera pieczątki i z Grenlandii nie przywiezie żadnej? Do dzisiaj też nie wiem, jak na Grenlandię wjechali pasażerowie naszego samolotu z Kopenhagi. Poza ludźmi z Europy byli tam także Azjaci, osoby z Ameryki Południowej, dla nich nie było osobnego przejścia ani osobnej kontroli.

Wykluczamy możliwość nieposiadania takowej kontroli i odpowiednich funkcjonariuszy, bo byliśmy świadkami lądowania samolotu z Nowego Jorku, którego pasażerowie stali w długiej kolejce w oczekiwaniu na kontrolę paszportów.

Niech ten tekst będzie tylko dowodem na liczne niespodzianki w podróży, ale nie traktujcie go jako pewniaka w podróży bez paszportu na Grenlandię. Drugi raz wcale nie musi być tak samo.