Numer telefonu ratuje sytuację

Czy podajecie numer w czasie odprawy?

Przyznajcie się, kto z Was robiąc odprawę przed lotem, rezygnuje z podawania kontaktu w sytuacjach awaryjnych. Kto z Was automatycznie pomija to okienko, albo odklikuje kwadracik z informacją, że nie chce podawać własnych danych w sytuacjach awaryjnych.
I ja muszę się przyznać, że wielokrotnie szłam na skróty i pomijałam te informacje.
Ale ten rok nauczył nas wiele i pokazał, że nie jest to wiedza bezużyteczna.

Historia pierwsza: Poznań – Kopenhaga

Pierwsza sytuacja miała miejsce jeszcze w lutym i to pod nosem, bo na lotnisku Ławica w Poznaniu. Lot z Poznania do Kopenhagi został opóźniony w związku z doniesieniami o zamkniętym lotnisku w stolicy Danii. Nowy czas odlotu podano, przesuwając go o całe dwie godziny. Nasi Goście, korzystając z wydłużonego czasu na lotnisku, udali się do saloniku.
Zgodnie z zapowiedzią śledzili czas i nie mogli podejrzewać, że godzina odlotu zmieni się ponownie i to na szybszą niż planowana.
Zupełnie nieoczekiwanie odebrałam telefon na mój numer, podany podczas odprawy online jako numer kontaktowy, z informacją, że właśnie kończy się boarding, a osób (tu padły nazwiska) nie ma wśród pasażerów już zapakowanych do samolotu. Tylko dzięki szybkiej akcji, udało mi się skontaktować z pasażerami, którzy bezzwłocznie udali się do odprawy, nie tracąc tym samym ostatniego tego dnia lotu do Danii, a co dalej połączenia z Grenlandią następnego dnia. Wtedy po raz pierwszy miałam refleksję, że numer uratował sytuację.

Historia druga: Dubaj i zagubiona karta pokładowa

Zaledwie dwa miesiące później jedna z naszych turystek zgubiła na lotnisku w Dubaju swoją kartę pokładową. Pewnie, że wszystko jest do odtworzenia, ale na karcie był także odcinek bagażowy niezbędny w przypadku zagubienia bagażu, czy uszkodzenia walizki. Poza dużym stresem dla samej pasażerki i koniecznością wydania nowej karty, a odlot był na styk, zawsze sporo z tym zamieszania. I tu znowu odebrałam telefon od służb lotniska w Dubaju, że przy bramce numer 15 karta pokładowa na nazwisko naszej pasażerki czeka do odbioru. Gdybym zostawiała te pola puste podczas odprawy internetowej, sytuacja byłaby bardziej skomplikowana, a liczył się czas.

Historia trzecia: Paszport w Singapurze

Już trzecia taka sytuacja miała miejsce w sierpniu. Krótka przesiadka na lotnisku w Singapurze. Kolejka do kolejnego samolotu odlatującego do Doha zmniejszała się z minuty na minutę. Około 22 odebrałam telefon od mojej pilotki, co już wróżyło kłopoty. Dziewczyny nie dzwonią z byle czym. Jedna z naszych pasażerek, na dodatek zaledwie trzynastoletnia zagubiła gdzieś paszport. Dziewczynka podróżowała zarówno z Mamą, jak i Babcią i obie Panie były dość zestresowane. Ja mimo spokojnego tonu głosu podczas rozmowy z Pilotką Agnieszką, dopiero po odłożeniu słuchawki zaczęłam budować sobie całą opowieść na nowo. Paszportu brak, poniedziałek wieczór, dziewczynka nieletnia. Z lotniska nie wyjdzie, mama Jej samej nie zostawi, konsul to dopiero temat na następne dni. Grupa duża już na pokładzie samolotu… z kolejnych wizji czarnowidztwa wyrwał mnie telefon z Singapuru. Szybko kątem oka wypatrzyłam tylko lokalny kierunkowy. Wydawało mi się, że to ponownie Pilotka. Jednak okazało się, że po drugiej stronie odezwał się azjatycki angielski i pan sprawdził mnie, jak się nazywam i poinformował, że paszport naszej pasażerki został odnaleziony w poprzednim samolocie w kieszeni przed pasażerem i czeka wraz z kartą pokładową przy bramce samolotu odlatującego do Doha.
Poczułam nieziemską ulgę, sprawa rozwiązała się najbardziej pomyślnie.
Co dziwne, mimo że cała grupa wraz z pilotką stała przed bramką nikt z obsługi nie spacerował ze znalezionym paszportem w dłoni, nie wywoływał naszej pasażerki przez mikrofon, czy nie sprawdzał listy pasażerów. Na szczęście sytuacja rozwiązała się bardzo szybko. Pozostawiony numer telefonu bardzo pomógł.

Historia czwarta: Madagaskar i zamieszki

A ostatnia sytuacja miała miejsce zaledwie przed tygodniem, i choć w przypadku grupy lecącej na Madagaskar nie mogłam podać numeru do kontaktu przy odprawie, bo ta nie była możliwa, to zarówno telefon jak i adres mailowy zostały podane przy zakupie biletów. Traf chciał, że w dniu wylotu grupy z Polski na wyspie wybuchły zamieszki i z tego powodu lotnisko zostało zamknięte.
Linie lotnicze od razy wysyłały komunikaty równolegle mailem i smsem na podany numer. Mimo że grupa była z Pilotką na lotnisku w Addis Adebie, gdzie była przesiadka, my w biurze wiedziałyśmy na bieżąco, co się dzieje i na jaką nową godzinę podany jest kolejny lot. Tym samym łatwiej nam było komunikować się z Martyną, Pilotką, która sprawdzała sytuację na miejscu na Madagaskarze, porównując z informacjami, które przekazywane były przez linie lotnicze.

Drobne sprawy też mają znaczenie

A nawet przy tak drobnych sprawach jak zagubiony bagaż, bo tak się stało podczas lotu do Peru z grupą Asi – pokrzepująca informacja, że bagaż się znalazł i że jeszcze następnego dnia dotrze do Limy, była bardzo dobrą wiadomością.
I znowu numer telefonu kazał się bardzo pomocny.

Podsumowanie

Nas nie trzeba już przekonywać, że warto podawać własny numer oraz maila do kontaktu z liniami lotniczymi. Uwierzcie nam, że często brak informacji jakichkolwiek przyprawia nas o ból głowy. Oczywiście, że nie polegamy ślepo na informacjach z sieci, ale weryfikując je z sytuacją na miejscu, czasami wiemy więcej i jesteśmy przed innymi pasażerami.