Między kałasznikowem a kadzidłem, czyli przetarcie szlaku w Jemenie

Jemen był od dawna na mojej liście krajów do zobaczenia. Jeszcze większą jego ciekawość podsyciła Sokotra, gdzie byłam już kilka razy. Spodziewałam się kraju zgoła innego niż sama wyspa, a tymczasem znalazłam tu sporo podobieństw.

  1. Nie jest to kraj łatwy do podróżowania w pojedynkę lub na własną rękę. Trzeba mieć ochronę, specjalne pozwolenia, kontrole są non stop, znać język arabski i dobrze kulturę muzułmańską.
  2. Samotna kobieta nie miałaby tu łatwo. Wszędzie przyciąga wzrok, wszędzie jest od razu zauważona, nie ma żadnych praw i mimo obecności, i tak o niej mówi się z towarzyszącym Mężem (bo partnera, przyjaciela religia nie dopuszcza).
  3. Wszędzie jest broń. Każdy ma tutaj kałasznikowa i inne nieznane mi rodzaje broni. Można ją łatwo kupić na zwykłym targu, gdzie leży pomiędzy dynią a szczypiorkiem. Cen nie znam.
  4. Drogi są dobre, kierowcy przedni, nie bałabym się samodzielnie prowadzić tu samochodu, choć byłabym drugą kobietą za kierownicą (przez 5 dni widziałam tylko jedną w Mukalla).
  5. Kraj jest bardzo religijny. Pięć razy dziennie słychać nawoływanie do modłów i wtedy na kilka minut życie zamiera, modlą się wszyscy.
  6. To kraj mężczyzn dla mężczyzn. Na co dzień kobiety widać tylko w drodze do szkoły, kiedy odprowadzają dzieci, i popołudniem, kiedy je odbierają, nie ma ich w życiu na ulicach miast i wsi.
  7. Wszystkie kobiety noszą czarne długie abaje i nikaby, czyli całe głowy przykryte są chustą też czarną, a twarz przesłonięta jest w całości ze szparką na oczy.
  8. Kobiety są nas bardzo ciekawe, robią zdjęcia, są nieśmiałe i wstydliwe.
  9. Nikt nie miał nic przeciwko robieniu im zdjęć, mężczyźni i dzieci pozowali chętnie, kobiet nie było.
  10. Nikt nie miał nic przeciwko mojemu strojowi. Na co dzień pilnowałam, by moje stroje były luźne, kolorowe, długie spodnie, szerokie i długie rękawy, szczelnie przykrywające moje ciało. Włosy miałam codziennie odkryte, związane, ale zdarzało się, że chodziłam w rozpuszczonych. Raz tylko nałożyłam, przykrywając sylwetkę, długi płaszcz z Indii, miałam ich trzy, użyłam jednego tylko raz. Problem ze mną miał właściciel firmy turystycznej, który dołączył do nas podczas dwóch ostatnich dni zwiedzania. Choć wyglądał na bardzo światowego, nosił jeansy, koszulę, czapeczkę z daszkiem i palił papierosy, stale mając najnowszy smartfon przy uchu, nie siadał nigdy obok mnie, nie podał ręki jak to partnerzy w biznesie na dzień dobry i na pożegnanie, nie patrzył mi prosto w oczy i nakazał się przykryć ostatniego dnia. Temat ten przedyskutowałam z moim przewodnikiem i bardzo bystrym kierowcą już pierwszego dnia, zgłaszając pełną gotowość do noszenia płaszcza a’la abaja i chusty, jeśli jest to konieczne. W ich oczach takiej konieczności nie było. Przewodnik przepraszał za swojego kolegę, tłumacząc się, że odwiedzić mieliśmy rodzinną wioskę (350 000 ludzi!!!!!) szefa, gdzie każdy go zna. Wstydu szefowi nie przyniosłam, bo odmówiłam wyjazdu, ale niesmak pozostał.
  11. Żebranie. Tego się w ogóle nie spodziewałam, sporo tego, od pierwszego dnia otaczały nas dzieci kobiety, ojciec z synem, matki z maleńkimi dziećmi na rękach, każe z nich prosiło o pieniądze, dość natrętnie i głośno. Przeraziły nas całkowicie kobiety (było też kilku mężczyzn), które siedziały na środku śpiących policjantów na trasie przejazdu samochodów, na szybkiej trasie pośrodku niczego, żebrząc, wykorzystując moment zwolnienia samochodów. Najbardziej przykry był widok całkowicie przykrytej kobiety z dwójką maleńkich dzieci, które zupełnie nieświadome zagrożenia rozpełzały się po hopce i jezdni na prawo i lewo.
  12. Bardzo smaczna kuchnia, wymagająca jednak trochę samozaparcia. Styl jedzenia na podłodze na matach z liści palmy rękoma, bez sztućców i przypraw, to wyzwanie dla każdego z nas. Pilnować trzeba konieczności jedzenia tylko prawą ręką. Posiłki jada się tutaj szybko, by się nasycić. Miejscowi jedzą po prostu brzydko. Mlaskanie, oblizywanie się, siorbanie, cmokanie to wszystko w zestawie do każdego posiłku. Za to jada się wspólnie, bez podziałów na nas i na nich i bez wyboru dań dla miejscowych i dla nas. Pyszna ryba, cudny ryż, wspaniały chleb.
  13. Mieliśmy zaplanowanych 6 noclegów w Jemenie i program rozpisany nawet co do pół godziny. Po fakcie zrobiłabym z tego 4 noce i szybsze tempo, by było jak zwykle na naszych trasach.
  14. Przygnębiający jest czas wolny w Jemenie. Przez miejscowych uważany za rarytas jest strasznie frustrujący dla nas turystów. Bo co robić w hotelu, z którego nie można wyjść, potrzebna do tego ochrona, samemu się po prostu nie da. Poza tym nie za bardzo jest gdzie pochodzić i dokąd pójść. Basen był nawet w dwóch hotelach na naszej trasie, ale poza owadami nie było w nim nikogo, nie odważyłam się wskoczyć w strój i popływać. Pokoje są ok, ale najczęściej ciemne, bo mają małe okna, by łatwiej było schłodzić pomieszczenie, kiedy na zewnątrz upał. Często brakuje ciepłej wody. Łóżko podwójne to deficyt. Pomogło nam jedno nazwisko przy zakwaterowaniu w pokoju z łóżkiem małżeńskim, obawiam się, że w innym przypadku potrzebny byłby akt ślubu.
  15. Kat żują wszyscy i choć zazwyczaj nie pozwalam na żadne używki na swoich trasach, to tutaj aż dwukrotnie musiałam tolerować kierowców z policzkami wypchanymi katem – liśćmi, które pobudzają, gaszą łaknienie, są uzależniające. Nawet raz przełknęłam kierowcę, który palił papierosy w aucie – z tego się wytłumaczę osobno.
  16. Bezcenne były rozmowy z naszym przewodnikiem, którego nazwano tak na wyrost tylko dlatego, że jako jedyny w tym teamie znał angielski. Z językiem ciężko, nawet kilka podstawowych słów po arabsku ułatwia komunikację w Jemenie. Przewodnik, jak się okazało, bywający już tu i tam, miał całkiem świeże spojrzenie na swój kraj i bardzo szczerze, czasem nawet naiwnie odpowiadał na moje pytania. Dowiedziałam się bardzo dużo o sytuacji kobiet, pracy, pieniądzach, obrzezaniu, aranżowanych małżeństwach, islamie, zwyczajach, kulturze. Bardzo podobało mi się, że nasz przewodnik był żywo zainteresowany także Polską i nasze rozmowy odbywały się dwustronnie, a nie tylko wywiad z Jemeńczykiem.
  17. Nigdy nie miałam tak dużej obstawy. Naszej dwójce non stop towarzyszył przewodnik, kierowca, który poza prowadzeniem auta był także fotoreporterem, ochroniarz i właściciel biura. Ja jedna i 5 mężczyzn dookoła. Bardzo dziwne. Ochroniarz nie odstępował mnie ani na krok. Przy większych grupach nigdy nie było to tak widoczne, tym razem było. Choć panowie działali bardzo dyskretnie, pokazało mi to, jak to jest mieć człowieka ducha za plecami.
  18. Absolutny brak alkoholu. Nawet nie ma się co łudzić, że gdziekolwiek, nawet w hotelach dla turystów znajdzie się piwo choćby bezalkoholowe.
  19. Hotele zaskakująco dobre. Byłam w trzech, trzech różnych, poza tym widziałam dwa inne, każdy z nich przekroczył moje oczekiwania co do standardu. Świeża pościel, białe ręczniki, wystrój ok, woda prawie zawsze ciepła. Pewnie, że można się przyczepić do drobiazgów, ale generalnie lepiej niż myślałam.
  20. Jemen jest tani. I choć nie mieliśmy zbytnio okazji, by płacić samodzielnie, wszystko ujęte było w cenie pakietu, to wielokrotnie umyślnie pytałam, ile kosztuje paliwo, ile woda, ile obiad, czy kolacja. Chciałam wiedzieć, ile płaci się za hotele i ile za bilety wstępów. Naprawdę grosze, za to już organizacja wyjazdu wcale tania nie jest. Drogie jest auto, ludzi wielu do obsługi, lepsze posiłki.
  21. Zabytki takie sobie. Najpiękniejsze były doliny i typowa architektura jemeńska.
  22. Najważniejsze jest, by wpisać się do księgi gości, jako że jest tu ich bardzo niewielu każdy jest na miarę złota.
  23. Kraj zwiedza się zupełnie samemu, żadnych grup, żadnych turystów, my na naszej trasie spotkaliśmy 4 osoby, samych mężczyzn, byłam jedyną kobietą turystką.
  24. Czy wrócę? Tak, na pewno, kiedyś. Ale na własnych zasadach, z poszanowaniem oczywiście lokalnych tradycji i zwyczajów. Marzy mi się Sana, miasto na północy Jemenu, które obecnie nie jest dostępne dla zwiedzających. Trzymam kciuki za zakończenie konfliktu i spokój w kraju.