Kurczak po iworyjsku

Kiedy jedzenie przestaje cieszyć

Wcale nie był w planach. Ale okazało się, że jedzenie naprzemiennie smażonej ryby, która bardziej przypominała wysuszony wiór aniżeli rybę i do tego każda składała się tylko z głowy, albo kurczaka równie wysuszonego – zmęczyło nas mocno. Tym bardziej że dookoła awokado, pomidory, cebulka i wizje tego, co dobrego można by zjeść.

Lokalna kuchnia i lokalne zasady

Sami Iworyjczycy jedzą zupełnie inaczej niż my i wiedzieliśmy wszyscy, że nie są w stanie nam pomóc. Poza tym gotują bardzo wolno i niemal każdy posiłek nie odbył się bez wcześniejszego zamówienia, tu muszę dodać, że w wielu miejscach, mimo tego, że upewniałam się przed złożeniem zamówienia czy wszystkie dania są dostępne, szef kuchni sam decydował, co nam przygotuje do jedzenia.

Hotel na końcu świata

To była północ kraju, bardzo ubogi region, miejscowość Odjenne, hotel z tych najgorszych na trasie. Niby wielki basen, ale bez wody, pokoje z klimatyzacją wiejącą prosto na łóżko, drzwi ze sklejki tak spuchnięte od dołu, że szpara miała kilka centymetrów, poza tym nieszczelne ramy okien, u mnie pomiędzy cienkimi ścianami jakiś niecierpliwy gryzoń…

Manager, właściciel i rzeczywistość

Chłopak, który był albo managerem (lepiej) albo właścicielem hotelu (to współczuję), niby się starał, ale niestety efekty jego starań było widać dopiero w dniu wyjazdu, po dwóch pełnych dniach pobytu, kiedy przyzwyczaił się do naszej punktualności albo wielkości porcji wydawanych na śniadanie.

Monotonia, zmęczenie i brak niespodzianek

Pierwszego dnia powitano nas ograniczoną ilością ryby i kurczaka. Jedzenie nie było najgorsze, ale nie zaskoczyło nas niczym nowym. Ogólne zmęczenie wkradło się do życia grupy, skromne warunki, długie przejazdy, monotonna dieta.

Plan ratunkowy

Asia i ja wpadłyśmy wtedy na pomysł ratunkowy przygotowania kolacji samodzielnie. Nie pierwszy raz miałyśmy taki pomysł. Ty razem manager albo właściciel był bardzo oporny, wymyślał dziesiątki powodów, dlaczego nie powinnyśmy tego robić.

Ostatecznie udało mi się go przekonać.

Szybkie menu, proste decyzje

Siadłyśmy razem z Asią i ustaliłyśmy szybko menu. Kurczak w sosie curry z warzywami i banany w karmelu oraz sałatka z awokado jako starter.

Brzmiało bardzo prosto. Lista składników ograniczała się zaledwie do kilku pozycji.

Właściciel pokiwał głową twierdząco, że ma awokado (zamówiłam 6 sztuk), cebulę i czosnek. Nie musiałyśmy kupować kurczaków, bo miał trzy w całości w lodówce.

Wyprawa do sklepu

Ruszyłam dziarskim krokiem do sklepu. Razem ze mną lokalny przewodnik.

Lista zakupów banalna:
1. śmietanka
2. mleczko kokosowe
3. curry
4. masło
5. fasolka
6. cytryna
7. bataty
8. banany

Sklep był bardzo skromny. Lodówki stały, ale puste, z powodu braków w dostawie prądu nie mroziły.

Od razu zmalały szanse na śmietankę, mleczko kokosowe. Choć mój przewodnik twierdził, że w miasteczku liczącym 200 000 nie ma innego supermarketu, na tej samej ulicy tylko głębiej znaleźliśmy „coś” na wzór Makro.

Byłam tam jedyną białą. Udało mi się kupić mleko… ale śmietanki, mleczka kokosowego, czy curry nie było.

Pierwszy raz wtedy miałam poczucie luksusu w naszych polskich sklepach, mając wszystko pod ręką.

Gotowanie mimo wszystko

Z ograniczonym łupem przyjechałam do hotelu. O 18:30 miałyśmy wyznaczoną porę na wspólne gotowanie. W kuchni poza nami była szefowa kuchni i dwie inne osoby.

Kuchnia nie należała ani do przyjaznych, ani do czystych. Brakowało w niej podstawowych urządzeń: zlewów, kranów, desek, stołów, noży.

Sałatka z awokado

Wzięłyśmy głęboki oddech i zaczęłyśmy przygotowania do sałatki z awokado. Zamiast 6 dojrzałych i dużych owoców dostałyśmy tylko 4, bo 2 pozostałe nam obiecane, zjadły panie kucharki. Pomidorów dano nam 3 małe, na uwaga: 15 osób. Wywalczyłam 6 kolejnych, cebuli nam nie żałowano.

Sałatka powstała bardzo szybko. Panie stale miały nas na oku, podglądały naszą pracę, ale i chętnie fotografowały się z nami.

Kurczak bez curry

Curry zamieniło się w kurczaka z sosem kurkumowym (przyprawa curry nie do zdobycia), do tego dodałyśmy cebulę, fasolkę zieloną i słodkie ziemniaki (które bardzo długo budziły naszą wątpliwość, czy to oby ziemniaki, a nie maniok). Miejscowe kucharki doprawiają wszystko kostką albo przyprawą miks na wzór naszej Vegety. W osobnym pojemniczku znalazłyśmy pieprz i szczęśliwie dla nas kurkumę.

Sałatka z cytryną chłodziła się już w lodówce, zaskoczeniem dla nas był brak cytryny w kuchni. Tym bardziej że panie szykowały całkiem wystawną kolację dla 30 osób z zewnątrz.

Deser z bananów i kulinarna ciekawość

Deser okazał się dla kucharek najciekawszym przeżyciem. Pokroiłam banany na pół, a potem wzdłuż, Asia w garnku rozgrzała cukier, dodała sporo masła i mleczko skondensowane, którym oszukałyśmy brak śmietanki. Potrzeba matką wynalazków. Szefowa kuchni stale zaglądała przez ramię, podglądając proporcje.

Nie mogła się nadziwić jak szybko i sprawnie poszło nam przygotowanie trzech dań dla 15 osób.

Afrykańska kuchnia bez filtrów

O samej kuchni, warunkach tam panujących i brakach na każdym kroku nie ma co pisać. Ot zwykła bardzo afrykańska kuchnia.

Inny obraz, inna jakość

Ale nie wszędzie tak jest. Ostatniego dnia w stolicy zatrzymaliśmy się na lokalny posiłek w restauracji należącej do jednej rodziny. Sala klimatyzowana oddzielona była od kuchni o dobre 200 metrów. Wpadłam tam, by zamówić dodatkowe pieczywo, a przy okazji zerknęłam, jak wyglądała kuchnia. Na podwórku ustawione były wielkie gary, w których pyrkała zupa rybna – specjalność lokalu. Na małych stołeczkach siedziały kobiety pogrążone w swojej pracy: jedna z nich obierała maniok, druga kroiła cebulę, trzecia ubijała chili.

Wszystkie były uśmiechnięte. Wokół panował porządek, śmieci były segregowane, odpadki bio na jednej stercie, papiery na drugiej. Czyste noże i miski złożone z boku. A co najważniejsze smak dań, choć bardzo ostry, był genialny. Podano nam rybę, zupę, kurczaka i owoce morza. Wprawdzie sałatkę z awokado spoza karty dostaliśmy na dwóch wielkich półmiskach, kiedy wychodziliśmy z restauracji, ale gdyby nie to – byłby to przykład idealnej organizacji pracy i wspaniałego smaku.