Trzeci przystanek na karaibskiej trasie
Pewnie bardziej gdybyśmy zaczęli naszą trasę po Karaibach właśnie od Gwadelupy. Tymczasem była trzecią z rzędu wyspą na naszym szlaku. Dotarliśmy na nią promem z Dominiki, i to był super pomysł, a wracaliśmy samolotem do Europy.


Horror na starcie
Pierwsze wrażenie rodem z horrorów. Wypożyczyliśmy samochód i zgodnie z wytycznymi przesłanymi w mailu udaliśmy się do wskazanego punktu przed terminalem promowym, jak się okazało, staliśmy pośrodku dworca autobusowego, żadnej wypożyczalni ani widu, ani słychu. Telefon – nikt nie odbiera, po kilku minutach pan oddzwonił i ja po angielsku a on po francusku „chyba” ustaliliśmy, że trzeba nas odebrać.
Czekaliśmy ponad 20 minut, potem tyle samo jechaliśmy, mijając wielkie magazyny, sklepy, składy, kontenery aż wjechaliśmy w wąską uliczkę, ta zamieniła się potem jeszcze w węższą i minęliśmy bramę. Dziupla – tak jednym słowem opisałabym widok za bramą, wraki porzuconych samochodów, jakieś naczepy, obok łódka i katamaran i dwie Dacia Duster, w tym jedna dla nas.
Chłopaki byli bardzo mili i szybciutko załatwili z nami formalności oraz przekazali samochód, w pakiecie otrzymaliśmy od wypożyczalni… butelkę rumu. Taki wstęp do zwiedzania wyspy.

Rodzinny hotel z basenem 24/7
Nasz hotel położony w centrum wyspy okazał się świetnym wyborem, o noclegi dla rodziny nie było wcale łatwo, albo apartamenty, często na zamkniętych osiedlach mieszkania z przeznaczeniem na wynajem, albo hotele, tych niezbyt wiele, gdzie cena za dwa pokoje była bardzo wysoka. Znalazłam miejsce oferujące pokój rodzinny z prywatnym małym basenikiem. Wokół zieleń, śniadania serwowane codziennie, opcja z kolacją też możliwa i piękny basen hotelowy, którego największym i niespotykanym atutem były godziny otwarcia: non stop.


Ceny, jedzenie i kulinarne zaskoczenia
Oczywiście jak na poprzednich wyspach także tutaj odczuliśmy drożyznę w porównaniu z cenami w Europie. Zwykłe zakupy w sklepie spożywczym zdecydowanie droższe niż u nas. Niestety nie udało się Gwadelupie odczarować marnego jedzenia. Menu dokładnie takie samo jak wcześniej, czyli kurczak i tuńczyk. Choć nawet trzykrotnie zjedliśmy i to bardzo smacznie.

Skrzydło wschodnie – plaże i płaska zieleń
Pierwszego dnia, kiedy pojechaliśmy zwiedzać jedno skrzydło motyla (bo kształtem Gwadelupa przypomina motyla, my mieszkaliśmy dokładnie pośrodku, czyli jakby na brzuszku, a skrzydła objechaliśmy), to wysunięte na wschód poza pięknymi plażami brakowało mi zieleni, gór, widoków. Zepsuta po Dominice chciałam nadal utrzymać widok na niesamowitą zieleń, ta tu była, ale się wypłaszczyła, trzcina cukrowa, banany, pola uprawne.





Skrzydło zachodnie – dżungla, góry i wodospady
Na szczęście następnego dnia ze Znajomymi mieszkającymi na Gwadelupie ruszyliśmy na podbój skrzydła zachodniego, i to było to. Piękne góry, wspaniała zieleń, dżungla, wodospady, w tym też te trudno dostępne wymagające pokonania rzeki i trekkingu.



Zoo wśród rodzinnych hitów
Piękne plaże po tej stronie wyspy, i z piaskiem białym i piaskiem złotym, ale i czarne. Plany oczywiście też były. Ku mojemu zaskoczeniu zoo na Gwadelupie, które wymyśliłam po przeczytaniu kilku pozytywnych komentarzy w sieci, potwierdzonych przez Maję, która wielokrotnie tam już była, zostało nominowane w podsumowaniu rodzinnym do top atrakcji wyprawy.



Wodospady z pomocą Znajomych
Dzięki Znajomym dotarliśmy do co najmniej dwóch wodospadów, do których ciężko byłoby dojść samodzielnie, niby oznaczone przy drodze potem już niejako zdawały się tylko „na nos”.






Turyści i świętowanie 14 lipca
Wszystkie atrakcje na Gwadelupie są bardziej turystyczne niż gdziekolwiek dotąd. Nasz pobyt przypadał na długi weekend, 14 lipca to wielkie święto dla Francji, obchodzone także na Gwadelupie, z pewnością ruch był większy także wśród miejscowych, którzy mieli wolne, ale po raz pierwszy spotykaliśmy także turystów.
Pojawiły się sklepiki z pamiątkami, magnesy, pareo, suknie, koszule, czapki, takich atrakcji dla turystów nie widzieliśmy wcześniej. Na targu z przyprawami, owocami i warzywami były pięknie ubrane panie, które mocno broniły swojego wyglądu do zdjęć za darmo. Jasno żądały opłaty za zdjęcia, także swojego stoiska.



Owoce, drogi i codzienność
Pyszne owoce, ananasy, arbuzy, mango nie mają sobie równych.
Drogi najlepsze ze wszystkich trzech wysp, choć zatłoczone, szczególnie w godzinach powrotu ludzi do domów, to szerokie i bardzo wygodne. Nie było już tak wąsko i tak stromo.

Jeden hotel, trzy plany wycieczkowe
Spędziliśmy na Gwadelupie 6 dni i 5 nocy, codziennie zwiedzaliśmy wyspę, wracając do tego samego miejsca. To był z pewnością klucz do odpoczynku. Nie musieliśmy codziennie przenosić się z naszymi walizkami. W naszym hotelu rozgościliśmy się na dobre.



Pogoda, deszcz i karaibski klimat
Padało, zazwyczaj raz a dobrze. Nie było to w żaden sposób uciążliwe, większość czasu cieszyliśmy się wspaniałą pogodą. A deszcz przynosił ulgę od upału. Choć łatwiej nam było cieszyć się żarem na Gwadelupie, słysząc doniesienia o polskim deszczowym i chłodnym lecie w Polsce.
Gwadelupa – finał trójwyspowej przygody
Tak naprawdę podczas jednego wyjazdu zrealizowaliśmy trzy różne plany wycieczkowe. Gwadelupa jest piękna.




