Pierwsze wrażenia
Ta przygoda jeszcze trwa, ale pierwsze wrażenia są zawsze najważniejsze. To one mogą Cię w nowym kraju rozkochać albo do niego zrazić. Zdarza się, że dopiero druga szansa jest w stanie zmienić podejście.
Kolorowe domki i architektoniczne kontrasty
Szykując się do wyjazdu na Grenlandię, spodziewałam się pięknego małego czerwonego domku na wzgórzu, najlepiej pośród śniegu, ale tu realnie i słusznie oceniłam swoje szanse na zerowe, bo wybrałam się tam latem.
Domek znalazłam i to dość szybko, nie tylko jeden i nie tylko czerwony. Obok stały też inne kolorowe, bo niegdyś każdy kolor coś znaczył: czerwony miały budynki użytku publicznego: szkoły, poczta, urzędy, niebieski był zarezerwowany dla rybaków, żółty dla lekarzy i pielęgniarek, a czarny dla policji. Teraz podobno już tak nie jest, ale kolorowe małe domki są urokliwe. Niestety w zestawieniu z nimi są też wielkie bloki straszydła, których się nie spodziewałam. Staram się ustalić, kto tam mieszka. Jedni mówią, że ludzie przyjeżdżający tutaj do pracy, inni, że także Grenlandczycy. Domy nie robią dobrego wrażenia, są okropne, za to stoją w spektakularnych miejscach.









Zagadkowe wypożyczalnie samochodów
Nie rozwiązałam jeszcze nurtującej mnie wątpliwości, po co komu tutaj wypożyczalnie samochodów. Dróg nie ma, nawet ta w stolicy kończy się za miastem. Samo Nuuk jest małe i z punktu widzenia turysty naprawdę nie ma tam dokąd wybrać się samochodem. Może znajdę odpowiedź do końca pobytu.
Smaki Grenlandii
Jedzenie – jakoś ostatnio nie szczęści mi się z kierunkami smacznymi. Znowu fast food i to taki sobie, miejsca z dobrą kuchnią są, ale sporadycznie, trzeba wcześniej rezerwować stolik, a miejsc mało i otwarte są w kratkę. Na szczęście udało mi się znaleźć miejsca, by popróbować lokalnych specjałów: halibuta najlepszego na świecie, piżmowoła czy skóry z wieloryba.



Relacje z ludźmi
Ludzie zdają się czasami traktować nas jak intruzów – taki zimny (tu akurat bardzo to słowo pasuje) chów. Niezbyt wiele zainteresowania naszą obecnością czy chęcią pomocy w trudnych sytuacjach. Wierzcie albo nie, ale nawet pani w informacji, czy pani sprzedająca bilety na konkretne wycieczki więcej nie wie niż wie (oczywiście w konkretnym związanym z miejscem temacie). Nikt nie ma tu problemu, żeby otwarcie skarcić nas za pięć minut spóźnienia na zbiórkę zaplanowaną 30 minut przed odjazdem łódki na rejs. Pani w recepcji nie była w ogóle skrępowana, mówiąc mi, że nie ma dla mnie czasu i mam przyjść potem, a pani kelnerka, podając nam kawę w restauracji, jednocześnie poinformowała nas, że jest 15:00 i właśnie zaczynają szykować się do kolacji o 19:00, dlatego mamy wziąć kawę i wyjść do holu i tam ją wypić. A jak to nie pomogło, przyszła z miotłą, by wymiatać okruszki spod naszych nóg…
Spokój, który decyduje o wszystkim
Spokój – ten mogłam sobie tylko wyobrazić, a teraz czuję go wszędzie tutaj. Nikt za niczym nie goni, pogoda i tak rozstrzyga wszystko. Co z tego, że masz samolot, skoro pogoda zdecyduje o tym, czy odlecisz o czasie. Marzysz o wycieczce na wieloryby – super, ale skąd wiesz, czy wiatr nie przesunie Twoich planów na kiedy indziej…
O 21:00 miasteczka zasypiają. Pamiętajcie, że tu jest lato, dzień właściwie się nie kończy – nawet po zachodzie słońca o 23:30 jest jasno, a już od 4:00 znowu startuje nowy dzień. Cisza, spokój, luz. Idealne miejsce na wakacje, o ile lubisz zimno.
Pogoda i temperatura
Z tym też nie jest aż tak źle – jeśli pomyślisz zawczasu o odpowiednim ubiorze i butach, wszystko będzie dobrze. Mamy tu średnio od 3 do 6 stopni w dzień. Powietrze jest rześkie i mroźne, ale w połączeniu ze słońcem jest cudnie.






Spotkanie z lodem
Lód – w Nuuk widziałam jedną jedyną krę lodową pływającą w zatoce. Kra owa ma wyborną sesję zdjęciową, bo wydawała mi się być moją pierwszą i ostatnią krą na trasie. Nic bardziej mylnego – w Ilulissat, szczęśliwie dla mnie, kra na krze i góry lodowe, lodowce i wspaniałe fiordy szybko pozwoliły śmiać się z samej siebie. Jest pięknie, lodu jest dość, wiadomo, śniegu nie ma, ale za to sporo dobrodziejstw związanych z latem.



Atrakcje i ceny
Atrakcje – dobrze, że zaplanowałam je wcześniej. Po selekcji tych najlepszych i najciekawszych, jury w składzie Gosia i ja wybrałyśmy najciekawsze dla nas i jak dotąd są warte grzechu i swojej ceny. No właśnie – tanio tu nie jest. Ale nie ma też zbyt wielu pokus. Wycieczki to jedyne tutejsze zajęcie, bo same miasteczka mogą Cię zająć na godzinę, może dwie. I jak nie jakaś aktywność, to nudzić się możesz na Grenlandii, a nie o to tu chodzi. Trzeba przełknąć cenę i oddać się przyjemności podziwiania widoków, lodowców, wielorybów. Te widoki, krajobrazy wynagrodzą każdy wydatek – wrócisz z poczuciem dobrze wydanych pieniędzy.






Zwierzęta – a raczej ich brak
A zapomniałam – liczyłam na więcej zwierząt. No bo te wszystkie programy, książki, i dla dzieci, i dla dorosłych… Sprowadził mnie dawno już na ziemię kolega z branży mieszkający w Norwegii, Robert, który podróżuje intensywnie, odwiedził także Grenlandię. W notatkach po naszej rozmowie o Grenlandii, które sobie spisałam, na pierwszym miejscu miałam zapis: „nie ma zwierząt”. I rzeczywiście – nie ma. Są za to opowieści o polowaniach na renifery, na foki, na pardwy, a nawet na wieloryby, ale to nie na naszej trasie. Poza psami żadnych innych zwierząt tutaj nie widziałam. Są, owszem, ptaki i wieloryby, ale o nich kiedyś.
Psy grenlandzkie
A te psy to też niezła historia, bo to szok dla nas. Pada tu wizerunek puchatego husky zaprzęgniętego do sań. Na nagich skałach, na łańcuchach leżą tutaj udomowione wilki. Nie robią wrażenia ani zadbanych, ani szczęśliwych. Podobno pies to nie zwierzę domowe, tylko zwierzę do pracy. Ta zacznie się wraz z nadejściem zimy. Teraz laba, bo lato. Buda, łańcuch, jedzenie w korytku. Nie tak wyobrażamy sobie pieskie życie nawet na Grenlandii.
Podpytujemy o te psy naszych przewodników – dla nich to normalne. Do szóstego miesiąca zwierzaki mogą biegać swobodnie, potem już muszą być na łańcuchu. Wokół bud kręci się sporo szczeniaczków. Psy te nie są szczepione, dlatego odradza się nam, turystom, głaskanie ich, przytulanie. Za każdym razem znajdujemy tabliczki informujące o zakazie dokarmiania psów oraz prośby o ich nieprzytulanie.



Podsumowanie wrażeń
Ale i tak Grenlandia warta jest przyjazdu. Żadne zdjęcia ani filmy nie oddają tego piękna i spokoju na żywo tutaj.
U mnie półmetek – za tydzień kolejna część wrażeń.


