Bitwa pomiędzy gorylami i szympansami

Kogo pokochaliśmy w Ugandzie?

Bitwa została nierozstrzygniętą, spór dotyczył wyboru atrakcyjności spotkania z gorylami lub szympansami. Rzecz dzieje się w Ugandzie podczas naszej ostatniej wyprawy. Głosy podzieliły się idealnie po równo.

Spróbuję szybko zestawić obie wyprawy.

  1. Jeśli decyduje tylko CENA, to wygrywają szympansy. Spotkanie z nimi wyceniono na 250 USD. Dla porównania spotkanie godzinne z gorylami to koszt aż 800 USD.

  2. Na korzyść szympansów przemawia także ich większa DOSTĘPNOŚĆ. Tu zaprasza się dorosłych, ale i dzieci od 12 roku życia, na goryle trzeba poczekać i mieć skończone 15 lat.

  3. CZAS. W obu przypadkach obcowanie z małpami ograniczone jest do godziny, czasem bardzo restrykcyjnie odliczanej przez miejscowych przewodników.

    Godzina z gorylami to najczęściej bardzo statyczny czas. Rodzinka leży, najlepiej jak jest objedzona i urządza sobie sjestę, wtedy my mamy szansę podejść ją całkiem z bliska i obfotografować. My tym razem mieliśmy farta, bo w naszej rodzinie były kilkuletnie malce, które dokazywały na całego, tworząc specjalną atmosferę tego spotkania. Ganiały się, biły w piersi, turlały, skakały po matce i ciotkach, zaczepiały ojca. Było na co patrzeć!

    Zaskoczeniem były na plus szympansy, po raz pierwszy zafundowały nam taką gonitwę po lesie. Czasami niestety doświadczałam rodzinki siedzącej wysoko w koronach drzew, zegar tykał, małpy siedziały wysoko, my z zadartymi głowami szukaliśmy najlepszej dziury w gałęziach, by choć kawałek zwierzaków uchwycić na zdjęciach. Tym razem jednak aktywne małpy zgotowały nam prawdziwą ucztę. Godzina minęła niespodziewanie szybko, panowie opiekunowie wydłużyli nam nieco czas oglądania, byliśmy sami i mogliśmy nacieszyć się małpami w pełni. A te jakby na zamówienie nawoływały się, skakały, jadły, tuliły i iskały. Jakby umyślnie chciały zaprezentować wszystkie swoje umiejętności.

  4. TRUDNOŚĆ. Jeśli weźmiemy pod uwagę ostatni wyjazd, to zdecydowanie bardziej męczące było podejście do goryli. Mimo iż byliśmy podzieleni na dwie grupy, bo każda może liczyć maksymalnie 8 uczestników, i podobno przydzielono nam grupy goryli dopasowane swoją lokalizacją do naszych umiejętności wspinaczkowych i chodziarskich, to ubłoceni i zmęczeni byliśmy tak samo. Jedna z grup szła wprawdzie krócej i nie musiała pokonywać ostrych podejść na skałach, jednak spacer po otwartym terenie, błotnistym i odsłoniętym, z licznymi strumykami, kałużami, osunięciami, a finalnie bardzo ostrym podejściem wykończył nawet największe zuchy. Za to grupa druga zaawansowana przedzierała się przez chaszcze i walczyła z lianami, nie raz i nie dwa potykała się o wystające korzenie i walczyła ze zmęczeniem.

    Szympansy dla odmiany nie wymagają aż takiego trudu, najczęściej znaleźć je można w koronach drzew całkiem blisko głównej drogi. Zdradzają swoją obecność głośnym nawoływaniem. Aczkolwiek my tym razem mieliśmy ogromne szczęście, bo nasza rodzinka postanowiła przegonić nas po lesie, nie robiąc sobie nic z wydeptanych ścieżek, goniła na oślep przed siebie, a my za nimi. Choć po płaskim, to musieliśmy się nieźle nagimnastykować, żeby nie stracić małp z oczu. Nagrodą były zupełnie niespodziewane spotkania z nimi na wyciągnięcie ręki a czasem nawet otarcie przechodzącej małpy o nasze kolana.

  5. ŁZY WZRUSZENIA. Te częściej widziałam na policzkach osób przy spotkaniu z gorylami. Dla wielu miłośników zwierząt, filmu Goryle we mgle, Afryki, to mistyczny moment. A możliwość obcowania z nimi w naturze, nie w zoo, w ich naturalnym środowisku to wielka uczta. Świadomość, że ma się przed sobą kilka osobników spośród 1000 żyjących na świecie to poczucie naprawdę wyjątkowości chwili. Często padają wtedy deklaracje, o powrotach, o konieczności spędzenia ze zwierzakami dłuższej chwili, albo chęci trekkingu do innej rodziny nazajutrz.

    Szympansy można oglądać także w innych miejscach na ziemi, są bardziej dostępne, choć tutaj w pięknym lesie Kibale mają swój prawdziwy raj.

Czy warto?

Takich pytań się w ogóle nie zadaje. Warto bardzo. I goryle i szympansy w Ugandzie to must see. Cena wiadomo, że wysoka, ale czy wrócicie tu kiedyś tylko dla goryli? A plotki niosą, że cena z roku na rok będzie rosła.

P.S.

Ja osobiście należę do wielbicieli goryli. Byłam u nich już 9 razy, za każdym razem było inaczej, za każdym ciekawie. Muszę przyznać, że ostatnie spotkanie należało do tych najbardziej dynamicznych. I nigdy jeszcze nie byłam tak blisko. Maluchy, które nie robiły sobie nic z naszej obecności, turlały się dosłownie pod naszymi nogami. Miałam wrażenie, jakby specjalnie zaczepiały nas, chcąc wciągnąć do wspólnej zabawy. Wyjątkowo otwarci byli także nasi opiekunowie, interweniowali tylko w dwóch przypadkach, kiedy mały goryl zbliżył się do nas naprawdę blisko. Położył nawet swoja maleńką dłoń na kolanie Krzysia. Ale to nie my, to one tak się z nami bratały!