Kogo pokochaliśmy w Ugandzie?
Bitwa została nierozstrzygniętą, spór dotyczył wyboru atrakcyjności spotkania z gorylami lub szympansami. Rzecz dzieje się w Ugandzie podczas naszej ostatniej wyprawy. Głosy podzieliły się idealnie po równo.



Spróbuję szybko zestawić obie wyprawy.
- Jeśli decyduje tylko CENA, to wygrywają szympansy. Spotkanie z nimi wyceniono na 250 USD. Dla porównania spotkanie godzinne z gorylami to koszt aż 800 USD.
- Na korzyść szympansów przemawia także ich większa DOSTĘPNOŚĆ. Tu zaprasza się dorosłych, ale i dzieci od 12 roku życia, na goryle trzeba poczekać i mieć skończone 15 lat.
- CZAS. W obu przypadkach obcowanie z małpami ograniczone jest do godziny, czasem bardzo restrykcyjnie odliczanej przez miejscowych przewodników.
Godzina z gorylami to najczęściej bardzo statyczny czas. Rodzinka leży, najlepiej jak jest objedzona i urządza sobie sjestę, wtedy my mamy szansę podejść ją całkiem z bliska i obfotografować. My tym razem mieliśmy farta, bo w naszej rodzinie były kilkuletnie malce, które dokazywały na całego, tworząc specjalną atmosferę tego spotkania. Ganiały się, biły w piersi, turlały, skakały po matce i ciotkach, zaczepiały ojca. Było na co patrzeć!
Zaskoczeniem były na plus szympansy, po raz pierwszy zafundowały nam taką gonitwę po lesie. Czasami niestety doświadczałam rodzinki siedzącej wysoko w koronach drzew, zegar tykał, małpy siedziały wysoko, my z zadartymi głowami szukaliśmy najlepszej dziury w gałęziach, by choć kawałek zwierzaków uchwycić na zdjęciach. Tym razem jednak aktywne małpy zgotowały nam prawdziwą ucztę. Godzina minęła niespodziewanie szybko, panowie opiekunowie wydłużyli nam nieco czas oglądania, byliśmy sami i mogliśmy nacieszyć się małpami w pełni. A te jakby na zamówienie nawoływały się, skakały, jadły, tuliły i iskały. Jakby umyślnie chciały zaprezentować wszystkie swoje umiejętności. - TRUDNOŚĆ. Jeśli weźmiemy pod uwagę ostatni wyjazd, to zdecydowanie bardziej męczące było podejście do goryli. Mimo iż byliśmy podzieleni na dwie grupy, bo każda może liczyć maksymalnie 8 uczestników, i podobno przydzielono nam grupy goryli dopasowane swoją lokalizacją do naszych umiejętności wspinaczkowych i chodziarskich, to ubłoceni i zmęczeni byliśmy tak samo. Jedna z grup szła wprawdzie krócej i nie musiała pokonywać ostrych podejść na skałach, jednak spacer po otwartym terenie, błotnistym i odsłoniętym, z licznymi strumykami, kałużami, osunięciami, a finalnie bardzo ostrym podejściem wykończył nawet największe zuchy. Za to grupa druga zaawansowana przedzierała się przez chaszcze i walczyła z lianami, nie raz i nie dwa potykała się o wystające korzenie i walczyła ze zmęczeniem.
Szympansy dla odmiany nie wymagają aż takiego trudu, najczęściej znaleźć je można w koronach drzew całkiem blisko głównej drogi. Zdradzają swoją obecność głośnym nawoływaniem. Aczkolwiek my tym razem mieliśmy ogromne szczęście, bo nasza rodzinka postanowiła przegonić nas po lesie, nie robiąc sobie nic z wydeptanych ścieżek, goniła na oślep przed siebie, a my za nimi. Choć po płaskim, to musieliśmy się nieźle nagimnastykować, żeby nie stracić małp z oczu. Nagrodą były zupełnie niespodziewane spotkania z nimi na wyciągnięcie ręki a czasem nawet otarcie przechodzącej małpy o nasze kolana. - ŁZY WZRUSZENIA. Te częściej widziałam na policzkach osób przy spotkaniu z gorylami. Dla wielu miłośników zwierząt, filmu Goryle we mgle, Afryki, to mistyczny moment. A możliwość obcowania z nimi w naturze, nie w zoo, w ich naturalnym środowisku to wielka uczta. Świadomość, że ma się przed sobą kilka osobników spośród 1000 żyjących na świecie to poczucie naprawdę wyjątkowości chwili. Często padają wtedy deklaracje, o powrotach, o konieczności spędzenia ze zwierzakami dłuższej chwili, albo chęci trekkingu do innej rodziny nazajutrz.
Szympansy można oglądać także w innych miejscach na ziemi, są bardziej dostępne, choć tutaj w pięknym lesie Kibale mają swój prawdziwy raj.





Czy warto?
Takich pytań się w ogóle nie zadaje. Warto bardzo. I goryle i szympansy w Ugandzie to must see. Cena wiadomo, że wysoka, ale czy wrócicie tu kiedyś tylko dla goryli? A plotki niosą, że cena z roku na rok będzie rosła.
P.S.
Ja osobiście należę do wielbicieli goryli. Byłam u nich już 9 razy, za każdym razem było inaczej, za każdym ciekawie. Muszę przyznać, że ostatnie spotkanie należało do tych najbardziej dynamicznych. I nigdy jeszcze nie byłam tak blisko. Maluchy, które nie robiły sobie nic z naszej obecności, turlały się dosłownie pod naszymi nogami. Miałam wrażenie, jakby specjalnie zaczepiały nas, chcąc wciągnąć do wspólnej zabawy. Wyjątkowo otwarci byli także nasi opiekunowie, interweniowali tylko w dwóch przypadkach, kiedy mały goryl zbliżył się do nas naprawdę blisko. Położył nawet swoja maleńką dłoń na kolanie Krzysia. Ale to nie my, to one tak się z nami bratały!
