Air Greenland – nie zaprzyjaźniliśmy się zbytnio

Pierwsze spotkanie z Air Greenland

To było moje pierwsze spotkanie z liniami lotniczymi Air Greenland. To jedyna linia lotnicza, którą można dolecieć z Kopenhagi na Grenlandię. Ani przez chwilę nie rozważałam opcji lotu przez Islandię innymi liniami, bo jak Kopenhaga ma się porównywać z Keflavikiem?

Lot do Nuuk – początek przygody

Początek był wyborny, piękna wielka maszyna podstawiona o czasie na lotnisku w Kopenhadze. Bardzo sprawna odprawa, boarding punktualnie. Zaskoczyła mnie wielkość samolotu, bo spodziewałam się mniejszej liczby turystów.

Zaledwie cztery godziny lotu i miałam wylądować w Nuuk, stolicy Grenlandii, gdzie dopiero jesienią ubiegłego roku otworzono nowe lotnisko międzynarodowe, zwiększając dostępność Grenlandii dla świata. Można teraz przylecieć tutaj z Kopenhagi, ale także z Kanady, czy Nowego Jorku.

Krótki pobyt w Nuuk i pierwsze opóźnienia

Wylądowałam gotowa na kilkugodzinną przerwę w stolicy, którą chciałam wykorzystać na zwiedzanie miasta. Bagaże zostały nadane docelowo do Ilulissat, bagaż podręczny spakowałam na tyle lekko, że mogłam teraz swobodnie wyjść do miasta. Na tablicy odlotów widniał mój popołudniowy lot opóźniony o godzinę, zatem przerwa wydłuża się z zaplanowanych 6 godzin do 7. Nie robi mi to wielkiej różnicy, jadę do miasta, Nuuk, choć to stolica jest małe i kompaktowe. Sześć godzin to aż za dużo na zwiedzanie miasteczka, korzystam z tego, że jest piękna pogoda i wszystkie atrakcje, które można zwiedzać także w niepogodę, zostawiam na powrót.

Wracam na lotnisko w zaplanowanym czasie na mój lot, tu kolejna niespodzianka opóźnienie zwiększa się do dwóch godzin. Lotnisko pustoszeje, mój lot do Ilulissat jest ostatnim tego dnia. Na płycie lotniska nie stoi żadna maszyna, a na pojedynczych krzesłach siedzą osoby czekające na odlot samolotu, jest nas garstka.

Po 8 godzinach przerwy maszyna pojawia się na płycie lotniska, sprawnie odbywa się załadunek naszych bagaży, a potem nas pasażerów. Lot jest przesympatyczny, bardzo rodzinny, bardziej przypomina mi lot widokowy aniżeli lot rejsowy.

Po zaledwie 1,5 godzinie ląduję w Ilulissat. Podróż zakończona.

Problemy z lotem powrotnym

Ale to nie koniec moich przygód z tym przewoźnikiem. Jest jeszcze lot powrotny. Najpierw mam przelecieć pomiędzy Ilulissat a Nuuk. W przeddzień lotu dostaję wiadomość wysłaną mailem, że mój lot jest odwołany z powodu niepogody i linie proponują mi nowy lot za 3 dni. Oczywiście to niemożliwe, mam hotel, mnóstwo atrakcji zaplanowanych na mój pobyt w Nuuk. Za trzy dni mam wracać już do Kopenhagi, takie przesunięcie spowodowałoby całkowitą katastrofę moich planów.

Bezradność wobec infolinii i obsługi

Infolinia działa do 16:00, mail wysłany o 18:30, wiadomo, nie ma z kim porozmawiać. Wczesnym rankiem zgodnie z rozkładem pracy infolinii próbuję dodzwonić się na podany numer, niestety o 6:00 nie pracuje tam jeszcze nikt, podobnie o 7:00. Jadę zatem na lotnisko. Domyślam się, że podobną sytuację ma wielu turystów, na lotnisku spotykam panią z Indonezji, której także przesunięto lot na za trzy dni. Jej sytuacja jest o tyle gorsza, że miała lecieć z przesiadką tego samego dnia do Kopenhagi, Amsterdamu i Jakarty.

Pani z linii lotniczej jest jedna i robi właśnie odprawę na poranny lot. Nie może się rozdwoić i udaje, że nas w ogóle nie widzi. Na moje szczęście otwierają się drzwi do biura linii i pojawia się inna pani, która zagadnięta macha tylko ręką i ignoruje moją prośbę. Za chwilę wyściubia nos spoza drzwi i już nie może pominąć mnie wzrokiem, wychodzi i wysłuchuje mojej opowieści. Zabiera mój paszport i znika w biurze. Za wiele się tutaj nie mówi. Wraca po kilku minutach z informacją, że znalazła lot na jutro, ale wieczorem, dostaję voucher na jedzenie i informacje o noclegu na jedną noc.

Muszę się przenieść do innego hotelu, w moim nie ma miejsc.

Nuuk w czasie burzy – dodatkowy dzień bez atrakcji

Wracam do miasteczka, w wyniku burzy w Nuuk bardzo wielu turystów nie odleciało o czasie, teraz wszyscy gorączkowo szukają atrakcji na dodatkowy dzień pobytu. Wszystko wykupione, ale wiele z wycieczek anulowanych, bo woda niespokojna, a i wiatr przybiera na sile.

Kolejne zmiany planów i zamieszanie z rezerwacją

Kolejny wieczór i kolejny mail, tym razem z informacją, że lot został przełożony z 9:05 na 18:55. To znowu zmiana planów i kolejne atrakcje, które muszę anulować w Nuuk, podobnie jak hotel.

Następnego ranka nie jestem już taka pewna, że powinnam jechać na lotnisko, nie wierzę, że mogę coś zmienić, jednak tknięta intuicją jadę na lotnisko. Okazuje się ku memu zaskoczeniu, że dzisiaj nikt nie chce ze mną rozmawiać, a pani z linii nakazuje mi niezbyt grzecznym tonem, bym stanęła w kolejce do odprawy (choć ja się wcale nie odprawiam), a nie stała i patrzyła na jej ręce. Potulnie staję w kolejce, przecież mam czas, mój lot jest dopiero o 18:55.

Przeżywam niemal szok, gdy przychodzi moja kolej w odprawie, podaję pani paszport, pytając, czy mój wieczorny lot jest potwierdzony, a ona wydaje się, że nie rozumie, o co mi chodzi i prosi o bagaż. Ale jaki bagaż? Moja walizka leży sobie w nieładzie w pokoju w hotelu. Jest 8:22, mój lot jest przecież o 18:55.

Wiadomość o tym, że mail dotyczył tylko jednej z mojej koleżanek, które we jesteśmy na jednej rezerwacji spada na mnie jak grom z jasnego nieba. Wiem dobrze, co to znaczy, ja lecę o 9:05, pani mimochodem dodaje, że nie ma żadnych wolnych miejsc na wszystkich lotach dzisiaj i jutro. Przez chwilę przemyka pani z wczoraj, która pomogła mi znaleźć te loty, proszę ją tylko o pomoc i informuję, że pędem wracam do hotelu po bagaż.

Wyścig z czasem po bagaż

Jak na złość przed lotniskiem nie stoi żadna taksówka, żadna też nie przywozi nikogo na kolejny lot. Widzę prywatne auto, wielki pick-up, a w nim za kierownicą mężczyznę, który siedzi w telefonie, pukam i proszę o pomoc. Nie mam pewności, ze mnie zrozumiał, ale chyba moja mina mówiła więcej niż słowa.

Pędzimy do hotelu, jak na złość przed nami wlecze się ciężarówka, most wąski, nie ma jej jak wyprzedzić. Wpadam do pokoju hotelowego jak po ogień. Wrzucam rzeczy szybko do walizki i pędzę z powrotem na lotnisko. Tu odprawa na ostatnich nogach, ale udaje się nadać bagaż.

O 9:05 siedzę w samolocie, lecimy, a ze mnie schodzi powoli stres.

Pogoda dyktuje warunki lotu

Zupełnie nie wiem, co się dzieje, gdy nagle po 45 minutach lądujemy, przecież to nie może być Nuuk, stolica leży 1,5 godziny drogi od Ilulissat.

Przemiły pan kapitan wychodzi do nas 25 pasażerów małego samolotu i otulającym głosem informuje, ze pogoda w Nuuk nie pozwala przyjmować samolotów i musimy wysiąść i poczekać tutaj na zgodę na lądowanie w Nuuk. Nie wie, jak długo może to potrwać. Było zbyt pięknie, by było prawdziwe. Przerwa trwa około godziny. Mam okazję, by nadrobić śniadanie, którego nie zdążyłam zjeść w Ilulissat.

Po zaledwie godzinie siedzimy ponownie w samolocie. Trzeba być czujnym, bo nie ma ani specjalnych komunikatów na tablicy, ani nawoływania obsługi. Ktoś wychodzi na płytę, za nim idą inni i tak wszyscy pasażerowie są znowu w komplecie.

Spóźnieni o trzy godziny lądujemy w Nuuk. Moja Koleżanka, której lot przełożono już trzykrotnie przebiera nogami w Ilulissat. Ostatecznie samolot ma być o 20:45. I tam się dzieje, późny lot, także z międzylądowaniem, tym razem zaplanowanym krótko przed północą jest na miejscu.

Uffff!

Wnioski z podróży z Air Greenland

Podobne sytuacje nie są tutaj rzadkością, przepytuję na tę okoliczność ludzi pracujących w turystyce, to podobno norma. A pani kapitan linii Air Greenland potwierdza, że opóźnienia i odwołane loty to na Grenlandii chleb powszedni. Sztorm, burza, mocny wiatr, gołoledź to najczęstsze przyczyny odwołanych lub opóźnionych lotów.

Cóż, po wysłuchaniu tych wszystkich opowieści gotowa jestem stwierdzić, że miałam sporo szczęścia, że ta zmiana nie wywróciła moich przelotów międzynarodowych, co wcale nie jest rzadkością.

Nie ma się jak przed tym ustrzec, trzeba to polubić i zaakceptować oraz potraktować jako jedną z atrakcji Grenlandii.