Afganistan – rzecz o kobietach. cz. 2

Fajka w Heracie

Obiecałam osobny wpis dotyczący kobiet w Afganistanie. Podczas naszej podróży mieliśmy szczęście spotkania dwóch dzielnych kobiet. Jedna z nich – Fajka to nasza przewodniczka w Heracie. Prosiłam kontrahenta o możliwość współpracy z kobietą na trasie i choć nie liczyłam, że moją przewodniczką na całej trasie mogłaby być kobieta, to sposobność obcowania z Fajką przez kilka dni była wielką niespodzianką. W tym samym mieście, uchodzącym za podobno najbardziej liberalne i postępowe, tak zachwalali nam je jego mieszkańcy, mieliśmy okazję poznać inną dziewczynę, która od kilku lat prowadzi sekretną szkołę online dla innych dziewczyn i kobiet w Afganistanie.

Czy Turyści w Afganistanie wspierają tamtejszy reżim?

Zanim zacznę opisywać własne spostrzeżenia o kobietach i ich sytuacji w Afganistanie chciałabym odpowiedzieć na kilka bardzo zbliżonych zarzutów ze strony polskich kobiet wobec pomysłu wyjazdu do Afganistanu. To, że chciałam tam pojechać i pojechałam, a nawet zabrałam ze sobą inne osoby (w tym 7 innych kobiet), wcale nie znaczy, że los kobiet w Afganistanie jest mi obojętny albo że wspieram tamtejszy reżim. Już pierwsze dni w tym kraju znacząco zmieniły nasze poglądy i często stereotypowe myślenie o tym kraju i o sytuacji ludzi tam mieszkających. Nie zgadzam się absolutnie na takie traktowanie kobiet, z jakim mamy tam do czynienia, ale niejeżdżenie tam i przemilczenie tematu to według mnie nienajlepsze rozwiązanie.

Teraz mogę stanąć do dyskusji, bo wiem więcej i widziałam więcej. Wcześniej bazowałam tylko na wiedzy z książek, blogów bądź wiedzy przekazywanej mi przez mężczyzn.

Kawiarnia tylko dla kobiet

W Heracie udało się nam wybrać do kawiarni tylko dla kobiet, zaprosiłyśmy tam obie dziewczyny, obie bardzo młode, obie liczące zaledwie 21 lat.

Fajka uczyła się, dokąd mogła, czyli do 16 roku życia, umie pisać i czytać, skończyła szkołę średnią, nauczyła się angielskiego z internetu.  Niestety nie rozpoczęła już studiów, bo wraz z przejęciem władzy w Afganistanie przez Talibów dostęp do edukacji dla dziewcząt skończył się w 6 klasie szkoły podstawowej. Bez wyjątków.

Koleżanka Hatima* była w świetnej szkole, którą uwielbiała, i niestety po wydanym zakazie z dnia na dzień obudziła się w innej rzeczywistości. Popadła w czarną rozpacz, straciła chęć do życia, otarła się o depresję.

Rola ojca

Obie dziewczyny mają to szczęście, co jak podkreśliły w pierwszym zdaniu, rozmawiając z nami, posiadania bardzo mądrego ojca. Takiego, który widzi przyszłość w rozwoju i edukacji. Obaj panowie wspierali swoje córki, posyłając je do najlepszych szkół, zadbali o ich znajomość angielskiego, dali możliwość uprawiania sportu i kibicowali podczas rozgrywek meczów piłki nożnej Fajki. Z wielkim sentymentem wspominała mecze na zamkniętych boiskach, na które wstęp mieli tylko najbliższa rodzina, a dziewczyny grały w długich legginsach, i na to nałożonych spodenkach i t-shirtach koniecznie z długim rękawem, oczywiście każda z nich kopała piłkę w chuście na głowę. Fajka regularnie chadzała także na basen, specjalnie wybudowany tylko dla kobiet, był jej cotygodniową rutyną. Wszystko się skończyło przed 5 laty.

Bycie przewodniczką z językiem angielskim po własnym mieście to dla niej szansa. Także na znalezienie obcokrajowca jako przyszłego męża, który mógłby podarować jej lepsze życie i zabrać z Afganistanu. Rozmowa jest szczera. Żadna z nas nie gryzie się w język. Tak chciałyśmy rozmawiać.

Tajna edukacja

Hatima kocha swój kraj, mimo wielu zakazów i braku perspektyw, nie planuje jego opuszczenia. Choć marzy o podróżach, nie chciałaby wyjechać z Afganistanu na stałe. Na co dzień zarządza platformą skupiającą ponad 120 nauczycielek, które uczą sekretnie wszystkich możliwych przydatnych umiejętności. Nie możemy uwierzyć w skalę zjawiska, ponad 300 000 uczennic, które przewinęły się przez kursy online przez ostatnich 5 lat to imponująca liczba. Pamiętajmy, że wiele z nich musi mieć oficjalną zgodę swojego męża, ojca, brata, by korzystać z internetu i się uczyć, są i takie, które muszą pokonać nawet kilka kilometrów, by dotrzeć do zasięgu i połączyć się z internetem, są i takie, które nie mają sprzętu i muszą kombinować, by na czas lekcji mieć dostęp do telefonu, komputera czy laptopa. Są i takie, które bohatersko kryją się nawet przed najbliższymi z obawy, że mogłyby nie otrzymać pozwolenia na naukę.

Hatima jest śledzona, musiała wielokrotnie zmieniać numery telefonów. Na ekranie jej telefonu widzę ponad 459 wiadomości, na które musi jeszcze odpowiedzieć, WhatsApp grzeje się od nowych zapytań. Niestety dostawała także pogróżki wobec siebie samej i swojej rodziny. Nie możemy sobie wyobrazić tej skali i działań potajemnych. Ale nie drążymy. Siedzi przed nami bohaterka.

I co z tego, że żaden z ukończonych kursów nie kończy się certyfikatem, czy oficjalnym dyplomem, skala pokazuje tylko, jak wiele dziewcząt nie godzi się z nałożonymi odgórnie zakazami. Po takim kursie można stać się położną, wychowawcą przedszkolnym, opiekunem socjalnym, twórcą stron internetowych. Działania Hatimy zostały zauważone przez Uniwersytet w Stanach, przyznano Jej stypendium i możliwość studiowania online w Stanach. Na wyjazd tam nie ma, na razie żadnych szans, ale ma z czego żyć.

Mimo że kawiarnia jest tylko dla kobiet, nie zostawiono nas samych. Brat Hakimy i przyuczający się do zawodu przewodnika siedemnastolatek siedzi w kącie, wprawdzie tyłem do nas i udaje bardzo, że nie słucha, nie zgodził się, by nas opuścić nawet na chwilę, choć nalegałam.

Kobiety nie pracują

Potwierdzają się informacje, że kobiety nie pracują. Ciocia sędzia w Kabulu straciła pracę z dnia na dzień, mama nauczycielka siedzi całymi dniami w domu, inna koleżanka nie pracuje, choć jest lekarką. Absurd tego zakazu polega na tym, że pomoc lekarską innym kobietom zapewnić mogą tylko lekarze kobiety, skoro nie wolno im pracować i nie wolno kształcić nowych lekarek, za chwilę nikt kobietom nie pomoże. Już teraz śmiertelność noworodków jest ogromna, powikłania okołoporodowe zabijają wiele kobiet, każda z nich urodzi statystycznie ósemkę dzieci…

Chłopcom wolno wszystko, dziewczynkom nic. Nie mogą same wyjść z domu bez męskiego opiekuna, nie mają swoich pieniędzy – bo nie pracują. Nie wolno im samodzielnie lecieć samolotem, nawet pisemna zgoda opiekuna męskiego na niewiele się zda, dlatego Fajka nie może być przewodniczką z turystami w całym kraju.

Nie ma oficjalnych kursów na prawo jazdy dla kobiet. Przez 10 dni widziałam jedną kobietę za kierownicą samochodu, jeździ podobno, bo umie, prawa jazdy nie ma, a policja boi się ją zatrzymać, bo jest… kobietą.

Dostęp do sportu zakazany. Nie ma salonów fryzjerskich ani kosmetyczek. Działa podziemie, ale wszystko w wielkiej tajemnicy. Sklepy, salony przeniosły się do ciemnych małych pomieszczeń, gdzie kobiety udają się potajemnie, w przeciwieństwie do salonów dla panów, których są dziesiątki.

Kobietom nie wolno chadzać do restauracji. W Kabulu w modnej dzielnicy w centrum miasta widziałam dwa miejsca z wydzieloną salą dla rodzin. Wtedy za specjalnym parawanem usadza się kobietę, która przyszła z mężem i dziećmi, i dopiero tam może zdjąć burkę czy chustę. Kobiet nie uświadczycie także jako kucharek, kelnerek, czy sprzątających. W Afganistanie rządzi męski świat.

Wszystkie kobiety na ulicy są przykryte, zdarzają się panie z odkrytą twarzą, wiele z nich korzysta z dobrodziejstw maseczek, w ciemnym kolorze skrzętnie zakrywają pół twarzy. W innych miejscach nadal nosi się burki, na długą suknię nałożona jest długa burka, w kolorze ciemnoniebieskim, która ma tylko siateczkę na oczy. Policja od moralności jest największym postrachem w kraju. Tej boją się mężczyźni, bo mogą zostać ukarani za zbyt wiele swobód, na jakie pozwolili swoim kobietom, ale i same kobiety, które mają zbyt krótką sukienkę, zbyt mocno odsłonięte włosy, być może zbyt kolorową abaję, czy cokolwiek innego. Kara wymierzenia batów jest tu zwykłym wydarzeniem.  Pamiętajcie, że w tym kraju zakazana jest muzyka, śpiew, recytowanie wierszy, żadnych uciech. Kobietom nie wolno wyjść do parku, na plac zabaw. Nawet z własnymi dziećmi.

Do lekarza też lepiej, gdyby poszedł tata, a nie mama, do sklepu podobnie.

Co zatem robią kobiety?

Rządzą w domach, tam jest ich królestwo. Rano wyprawiają dzieci do szkoły, dziewczynki tylko do 6 klasy. Mieszkają w domach wielopokoleniowych, żona przenosi się do domu męża, tam poznaje żony braci męża, teściową i razem tworzą (bo muszą) komunę rodzinną. Każda rodzina ma swój własny pokój, to tyle intymności, jedno duże łóżko dla rodziców, dzieciaki śpią często na podłodze, poza tym kilka poduch pod plecy do siedzenia, szafa na ubrania, toaletka. Byłam w jednym z domów, widziałam, jak to wygląda. Kobiety pokazały się nam w pięknych strojach i pełnym makijażu, nasi panowie nie mogli ich zobaczyć. Nie mówiły po angielsku, nie miały zbyt wielu pytań, częstowały nas herbatą i słodyczami.

Panie dzielą się obowiązkami domowymi, jednego dnia gotuje ta, drugiego tamta, jest jeszcze sprzątanie i pranie, a dom zamieszkuje nawet około 20 osób, jest co robić. Nie ma stołów i nie ma krzeseł, w jednym dużym pomieszczeniu jada się posiłki – wszyscy razem. O pieniądze martwią się mężczyźni, którzy czasami znikają na cały dzień, czasami nawet na kilka dni, to oni przywożą do domu zakupy, przynoszą pieniądze, kupują ubrania.

W sklepach z ubraniami dla kobiet obsługują tylko mężczyźni, nie ma tam żadnych przymierzalni. Twarze manekinów zasłonięte są specjalnymi papierami, bo islam zabrania wizerunku, tym bardziej kobiet.

W taksówkach i busikach kobiety siedzą osobno, w samolotach nie może kobieta siedzieć obok obcego mężczyzny. My jako turystki mamy więcej przywilejów, choć podlegamy także ostrym zasadom co do stroju.

Nie wolno kobietom chodzić do …meczetu. Żadnego, nigdzie. Ani w piątek, ani w ramadanie. Nie wolno także wchodzić do jedynego w kraju Parku Narodowego, by obejść ten zakaz ważny także dla nas kobiet turystek, wjeżdżaliśmy do parku przed jego otwarciem, by przemycić nas w busikach. Absurd.

Kobiety nie mają swoich dokumentów, o ile specjalnie o to nie zabiegają. Dzieci nie mają wpisanego imienia oraz nazwiska mamy w akcie urodzin, są dziećmi, które mają tylko ojca.

Nie ma kina, nie ma teatrów, nie ma festynów, czy miejsc spotkań, wszystko odbywa się tylko za zamkniętymi drzwiami. Oczywiście nie brakuje małżeństw nieszczęśliwych i nieudanych. Nieobce są gwałty na żonach i przemoc domowa. Zgodnie z nowym prawem wydanym przez Talibów dopiero złamanie nogi, ręki, nosa kwalifikuje żonę do zgłoszenia czynu przeciwko mężowi na policji, czy prośby o obdukcję, „zwykłe” pobicie, siniaki, rany nawet nic nie dadzą.

Małżeński handel

Małżeństwa aranżowane to nadal bardzo popularny proceder. Nas zszokowało sprzedawanie dziewczynek na żony już w wieku 6 lat. A zdarza się podobno nawet wcześniej. Gdybym nie spotkała innej Afganki, mieszkającej od lat w Monachium, a pracującej w fundacji ratującej takie dziewczynki, nie poznałabym historii ze szczegółami. Wielu ojców decyduje się na sprzedaż własnej córki w wieku zaledwie 6 lat obcemu mężczyźnie, często dużo starszemu, nawet 45-/55-letniemu. Konkretny przypadek, o którym mi opowiadała dotyczył sześciolatki sprzedanej mężczyźnie liczącemu 57 lat. Dla niego to podniesienie własnego statusu, lepsze notowania na rynku, cena za żonę to 1600 EUR. Udało się ją odkupić. Ojciec dziewczynki, który za taką kwotę może wyżywić swoją rodzinę przez ok. 4 lata, zatrzymał pieniądze, niedoszły mąż dostał od fundacji równowartość tej kwoty. Dziewczynka została w domu z obietnicą spisaną oficjalnie między ojcem a fundacją, że nie zostanie sprzedana ponownie. Fundacja łoży także na jej edukację do szóstej klasy i wspiera inne dzieci w rodzinie. Co stanie się potem i tak zależy od ojca.

Takie dziewczynki sprzedane na żony zostają przy swojej rodzinie do pierwszej miesiączki, potem przechodzą do domu męża i muszą zderzyć się ze wszystkimi obowiązkami małżeńskimi. Wszystkimi.

Fundacja me ręce pełne roboty. Tym razem wykup się udał, ale często nie ma na to zgody ze strony albo ojca albo męża, często złamane zostają obietnice. Tradycja jest silniejsza.

Dzieci rodzą dzieci, nie ma co jeść, opieka jest bardzo słaba, aż około 80% dziewczynek i kobiet nie potrafi pisać ani czytać, nie potrafi też liczyć.

Marzenia

Obie dziewczyny, nasze rozmówczynie zgodnie przyznały, że każda kobieta w Afganistanie marzy o bogatym mężu. Nie jest to ważne, czy jest młody, czy stary, czy przystojny, czy łysy, ważne by miały z czego żyć. Bycie żoną numer 3 czy 4 to też nikogo nie dziwi i choć kraj jest bardzo biedny, to status mężczyzny nie może ucierpieć. Żyją krótko, odchodzą szybko, zostawiają wiele dzieci, dramat goni dramat.

Nie obce są tutaj także małżeństwa w rodzinie, widzieliśmy sporo dzieci i dorosłych z widocznymi wadami genetycznymi, żyją aż do śmierci, nie ma co liczyć na fachową opiekę.

Jeszcze do niedawna były statystyki, były prawdziwe dane, była pomoc zza granicy, teraz wszyscy wyjechali. Nieliczne lekarki, które zostały, muszą operować w burkach albo badać kobiety w obecności mężczyzn. To praca tylko dla orłów.

Kobiecie nie wolno dyskutować, nie wolno patrzeć mężczyźnie w oczy. Kara za złamanie tych zasad jest okrutna: ukamieniowanie. Ostatnie, o którym słyszały nasze rozmówczynie, miało miejsca dwa tygodnie temu. Rodzina chłopaka, z którym rzekomo romansowała dziewczyna, nie darowała jej kary. Dziewczyna zginęła na oczach całej wsi, w tym także przyprowadzonych przez swoje matki i babki, dzieci. Chłopakowi darowano, przecież to nie jego wina.

Rozmawiałyśmy same ponad godzinę, piłyśmy pyszną kawę i jadłyśmy wielkie ciacho. A jednak każdej z nas drżał głos, gdy pytałyśmy o kolejne zakazy. One zapytały nas tylko o prawa, jakie mają kobiety w Polsce.

Nasze prawa

Zamarłyśmy. Bo co odpowiedzieć na takie pytanie. A potem zaczęłyśmy wymieniać najprostsze rzeczy: wolno nam samym wychodzić z domu, mam własne konto, nie muszę mieć męża, pracuję i mam własną firmę, latam sama samolotem po całym świecie. Nie było nam wstyd, ale zabrakło nam słów, by zakończyć nasze spotkanie optymistycznie.

Co powiedzieć? Czego życzyć dziewczynom w Afganistanie?

Brat Hakimy wyszedł, my zdjęłyśmy chusty, nasze afgańskie Koleżanki odsłoniły piękne czarne i lśniące grube włosy. Byłyśmy sobą na kilka minut. Zrobiłyśmy sobie wspólne zdjęcie. To była nasza mała chwila wolności.

*zmieniłam imię naszej Koleżanki