Afganistan – co nas zaskoczyło, co przeraziło, co ujęło? cz. 1

Podsumowanie pobytu w Afganistanie

Zostałam wywołana do napisania podsumowania mojego pobytu z grupą w Afganistanie. Moje wpisy podzieliłam na dwie części, w pierwszej podsumuję obserwacje ogólne, w drugim sytuację kobiet. Pamiętajcie: byliśmy tam zaledwie 12 dni, widzieliśmy Afganistan oczami naszych opiekunów i na informacjach przekazywanych przez nich polegamy. Podróżowaliśmy w grupie 11 osób, zebrałam spostrzeżenia, którymi wymienialiśmy się podczas kolacji pożegnalnej oraz ostatniego dnia pobytu za granicą.

Afganistan jest czysty

To rzuciło się nam od razu w oczy, już pierwszego dnia podczas zwiedzania Kabulu. Czysty nie znaczy poukładany, to zupełnie inna kwestia. Jechaliśmy tam z nastawieniem z innych krajów arabskich, że może być brudno, spodziewaliśmy się zalegających śmieci czy hałd odpadków. Tymczasem im mniejsza miejscowość, tym bardziej czysto, od rana zamiata się ulice, chodniki, sprząta place przed meczetami.

Afganistan szanuje jedzenie

Tym ujęli nas nasi opiekunowie, po każdym naszym posiłku bez względu na miejsce, rozmach i różnorodność dań, zabierali na wynos niezjedzone dania i resztki potraw. Wielokrotnie widzieliśmy, jak dzielą się pudełeczkami z odźwiernym, ochroniarzem, kierowcą. To zrobiło na nas wielkie wrażenie.

Rynsztoki

W wielu krajach je widziałam, w niewielu były stale w użyciu. W Afganistanie rynsztok to rynsztok – jak malowany. Pływają w nim nieczystości, odchody, śmieci, śmierdzi jak zastała kanaliza i niestety podstępnie jest wszędzie. Przecina każdy chodnik i każdą drogę, muszą uważać piesi, ale i kierowcy, by zmieścić się oponami idealnie pomiędzy głębokimi rowami. Szczęśliwie wpadliśmy do rynsztoka tylko raz, wyglądało to groźnie, skończyło się pomyślnie.

Na próżno szukać tutaj rozmodlonych tłumów

Naczytałam się w opowieściach o niesamowitych ilościach ludzi w meczetach, o kolejkach kilometrowych do grobów świętych. Mauzoleach obleganych podczas pielgrzymek, tymczasem połowa ludności, czyli kobiety do meczetów wstępu w ogóle nie mają, a mężczyźni bywają tam, ale raczej okazjonalnie. Byliśmy w Afganistanie w piątek, liczyłam na dzikie tłumy właśnie wtedy – nadaremnie, byliśmy podczas pierwszego dnia Eid – wielkiego święta muzułmańskiego – tłumów w meczetach nie było. Oczywiście w godzinach modłów to tu, to tam widać pojedyncze osoby rozkładające dywaniki gdzie bądź, ale nie jest to masowy zryw do modlenia się.

Piłka parzy

To chyba pierwszy taki przypadek na świecie. Mieliśmy ze sobą kilkanaście piłek, prawdziwych do nogi, nadmuchanych i kolorowych, nawet kilka mocno markowych. Dzieciaki reagowały z wielką rezerwą, niektóre bały się albo nawet płakały. Nikt nam tych piłek nie wyrywał. Kiedy jednak udało się nam pomyślnie i bez łez obdarować kogoś piłką (zawsze byli to chłopcy) to, zamiast zebrać i skrzyknąć ekipę na boisko, dzieciak brał piłkę pod pachę i uciekał ile sił w nogach. Taki sport.

Manekiny w sklepach nie mają twarzy

Nie mają, bo jej mieć nie mogą. Zamiast głowy i twarzy miały najczęściej ponakładane kartki papieru zwinięte w rulon. Bywały i takie, które w ogóle głów nie miały. Podobnie rzecz się miała ze znakami drogowymi, wyobraźcie sobie znak przejścia dla pieszych z pieszym bezgłowym. Takie samo zdziwienie było w muzeum Dżihadu, gdzie postaci wojowników, rebeliantów miały puste twarze, zamalowane w jednym kolorze. Szampony, odżywki do włosów, kremy także  nie mają wizerunków kobiet czy ludzi na swoich opakowaniach. W wielu książkach zamalowano lub nakazano pozaklejać wszelkie ilustracje z twarzami. Wizerunek zwierząt jest także zakazany. Przed wjazdem do jednego z hoteli, nie na darmo nazywanego pałacem stał lew, co widać było po charakterystycznej posturze, skrzętnie owinięty materiałem by nie można było rozpoznać sylwetki.

Brawa za uczciwość

Cóż to za komfort podróżowania, kiedy okazuje się, że nikt nie próbuje Cię naciągnąć, oszukać, wydać niepoprawną ilość reszty. Tutaj ludzie szanują swojego Klienta i szanują Jego pieniądze. Uczciwość jest naturalną rzeczą i nie przystoi nikomu oszukiwać i naciągać.

Muzyka pozostaje nadal zakazana

Nie wolno jej słuchać, nie wolno śpiewać ani nawet recytować. Czasami łamaliśmy ten zakaz, przemierzając naszym busikiem dziesiątki kilometrów, jednak nigdy niezbyt głośno. I za każdym razem przed check pointem kierowca wyłączał lub maksymalnie ściszał muzykę.

Samochody to istny miks

Trafiają tutaj na rynek auta z każdego zakątka świata. Wiele z nich na swoje oryginalne tablice rejestracyjne ma przymocowane nowe tablice afgańskie. Wiele samochodów jeździe bez żadnych numerów i żadnych tablic. Są i takie, które w ruchu prawostronnym przystosowane są do jazdy po lewej stronie jezdni. Nikt nie zwraca na to uwagi, nikt się tutaj niczym nie przejmuje. Stłuczki są na porządku dziennym, ale że nie ma ubezpieczeń, nie ma też dyskusji. Poszkodowany i sprawca muszą się dogadać między sobą.

Afgańczyk to ognisty typ

Oj widzieliśmy dwukrotnie jak nasz miły i ugrzeczniony w kontaktach z nami opiekun, jednocześnie szef lokalnego biura wyszedł z siebie. Trwało to zaledwie ułamki sekund, gdy z miłego człowieka stał się nerwowy, drażliwy, agresywny i wrzeszczący. Raz poszło o rysę taczką na zderzaku auta, raz o konieczność opłacenia pięciu kaw do śniadania. Niby błahy powód, ale afera wyglądała na początek wojny.

Najważniejszy jest telefon

Nie samochód, nie zegarek czy neseser. Kto ma najnowszy model telefonu, ten rządzi. Atrybutem każdego dobrego szefa i wielkiego szefa jest telefon. Im większy i nowszy tym lepiej i obowiązkowo smartfon. Nijak ma się to do dziesiątek zabytkowych już aparatów, z potłuczonymi w mak szkiełkami i porysowanymi obudowami.

Hotele bez zarzutu

Nocowaliśmy w czterech różnych miastach i w czterech różnych hotelach. W każdym z nich czekała na nas czysta pościel i ręczniki. Pewnie znaleźliby się wśród nas tacy, których irytował prysznic bez kabiny z główką i wylewką umocowaną mało zgrabnie, zalewając całą małą łazienkę. Mokre było wszystko, podłoga i ściany to naturalne, ale sedes, zlew, a nawet papier toaletowy. Kwestia przyzwyczajenia, to nie jest jedyny kraj na świecie z takim rozwiązaniem. Za to zlewy w kilku miejscach z wylewką zupełnie niedobraną do wielkości zlewu, przy odkręceniu wody obmywanie od pasa w dół w pakiecie. Woda wartkim strumieniem wylewała się poza miskę zlewu, to nie odosobniony przypadek, czyli instalatorzy mają swój trend afgański. Nic nie przebije toalety Asiuni w jednym z hoteli, gdzie poza prysznicem był sedes zamontowany zupełnie tył na przód. Czyli siedząc na sedesie tyłem do drzwi wejściowych można było jednocześnie brać prysznic. Robiliśmy zdjęcia. Na drugim miejscu osobliwości z toalet były podwójne toalety zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn w Bamyan. Pomieszczenie jedno, ale w środku dwie dziury. Takie sikanie w duecie.

Żebracy – zupełne zaskoczenie

Nie miałam pojęcia, że zjawisko to jest tak powszechne. Najwięcej żebrzących było w Kabulu, od dzieci przez mężczyzn, a nawet kobiety. Wiele z nich siedzących na jezdni, z małymi dziećmi na rękach, sporo samotnych dzieciaków zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Byli natrętni, przyklejali nos do szyby, pukali w okna busa, stawali przed samochodem, ciągnęli za rękaw, nagabywali. Wielu z nich z mętnym wzrokiem wskazywało na wcześniejsze używki. Nasz miejscowy opiekun tłumaczył się ogromną liczbą uchodźców, którzy po latach w Pakistanie wrócili, bo musieli do Afganistanu, gdzie już na nich nic nie czekało i kończą na ulicy. Sporo sierot. Niestety żebracy byli w każdym miejscu, najmniej ich spotkaliśmy w Heracie.

Bezpieczeństwo i broń

O to najczęściej pytacie, czy było bezpiecznie. Tak było. Broni było mniej niż się spodziewałam. Oczywiście jest ogólnodostępna i nie zawsze ma się przekonanie, że jest w rękach odpowiedzialnej osoby. Wydaje się, że miejscowi już się do tego przyzwyczaili. Na nas robiło to za każdym razem wielkie wrażenie. Kałasznikowy przewieszone przez ramię na motorze pomiędzy małymi dziećmi, broń leżąca na stoliku podczas jedzenia, odstawiona broń przy krześle czy na trawie. Jednak ani przez chwilę nie mieliśmy poczucia zagrożenia. 

Taczki

O tak, to specjalność Kabulu. Najpierw byliśmy na bazarze, gdzie taczki stanowiły główny środek transportu. Przewożono w nich i nimi absolutnie wszystko, a panowie kierowcy byli mistrzami  manewrowania nimi pomiędzy nami. Później poznaliśmy jeszcze jedną ich funkcję – poczekalnia. Bo w takiej taczce można sobie siąść i czekać aż się praca znajdzie. Wielu mężczyzn siedziało w swoich taczkach wzdłuż głównych tras wyjazdowych z Kabulu, oferując swoją gotowość do pracy. Tak zapamiętamy te taczki. 

Czarne lustro

Na koniec osobliwość, która wygrała konkurs na dziwactwa Afganistanu. Nasza kolacja pożegnalna odbyła się w samym centrum Kabulu, w restauracji uchodzącej za najlepszą w kraju. Jedzenie było wyborne, z sufitów i ścian lało się złoto. Pan manager dwoił się i troiłby nieba nam uchylić. Renata w damskiej toalecie odkryła lustro, powiecie nic dziwnego, duże lustro na środku ściany, nad umywalką. Tylko że to lustro było do połowy czarne. Tak, całkiem czarne. Zrobiliśmy pielgrzymkę do toalety, nawet panowie z ciekawości wściubili nos do naszej łazienki. Nikt nie miał wątpliwości, lustro było czarne do mniej więcej 2 metrów wysokości. Pan manager rzeczowo objaśnił nam, że spora część klientek przychodziła do restauracji i jedynym miejscem, gdzie mogły zdjąć chusty, była toaleta. Sporo zdjęć z toalety w pełnym makijażu, ale bez chusty trafiało do mediów społecznościowych. Jako że restauracja uchodzi za luksusową, oznaczano lokalizację, co doprowadziło miejsce do problemów z obecnym rządem. Zapadła nieodwołalna decyzja, by lustro zamalować na czarno i zapobiec robieniu sobie zdjęć w lustrze. ABSURD. Ale prawdziwy.