Rafting na Nilu. Do trzech razy sztuka…

Nie dla psa kiełbasa

Akurat w Ugandzie to powiedzenie się sprawdziło. A może to ja nie mam szczęścia do raftingu?

Po raz pierwszy byłam w Ugandzie dobre kilka lat temu. Grupa była bardzo kameralna i przesympatyczna. Wszystkim nam zależało, żeby oglądać jak najwięcej i chłonąć Afrykę całymi sobą.

Rafting na Białym Nilu

Rafting na Białym Nilu zaliczany do najpiękniejszych, ale i najbardziej emocjonujących na świecie był od dawna moim celem i marzeniem.

Odkąd zmierzyłam się z przełomami na Zambezi nie mogło zabraknąć mi do kompletu także Białego Nilu w Jinja. I tak wszystko było przygotowane, cała objazdówka, a dwa ostatnie noclegi w Jinja, by mieć dość czasu na przygodę, a potem jeszcze na zakupy i czas wolny.

Jeden chce, drugi nie chce

A co jeśli w małej grupie jest rozłam i są turyści, którzy marzą o raftingu, i tym byłam bliska sercem i tacy, którzy ze względu na swój wiek i swoją sprawność w ogóle nie biorą go pod uwagę? I jak z tego wybrnąć, jeśli lubi się jednych i drugich? Zadecydował rozsądek, który nakazał mi przekazać grupę raftingową w ręce organizatorów raftingu, profesjonalistów od początku do końca. A ja machając na pożegnanie zabrałam pozostałą dwójkę na leniwy rejs po Zambezi do źródeł Białego Nilu.

Nie było tak najgorzej, choć pewnie nijak się temu równać do emocji podczas raftingu. Ale by nie rozpaczać zbyt długo po rejsiku do źródeł, zafundowaliśmy sobie pyszną kawę, a potem i ciacho i od razu było mi lepiej.

Oczywiście zgodnie z moimi przypuszczeniami rafting był super. Nastroje cudne, wszyscy zadowoleni. Ależ mi było szkoda. Ale założyłam od razu, że Uganda zasługuje na powrót i z pewnością niedługo uda mi się nadrobić i te atrakcje.

Marzenia te duże i te maleńkie…

Marzenia… Wróciłam do Ugandy po krótkiej przerwie. Znowu plan bogaty, a na koniec Jinja. Oczywiście spakowałam specjalne sandały, spodenki, dużo kremu do opalania, t-shirt i strój.

Cieszyłam się jak dziecko na tę atrakcję, aż do dnia kiedy po raz kolejny niczym deja vu grupa podzieliła się na tych, co kochają adrenalinę i czekali całe dwa tygodnie na przygodę, która teraz miała się ziścić, i tych, którzy wodę lubią oglądać tylko z tarasu swojego domku, nie wspominając o żadnych ekstremalnych wyczynach na wodzie z ich udziałem.

Cóż było robić? Znowu przełknęłam żabę, przyjmując decyzję grupy z pokorą i godnością. I po raz kolejny brodziłam pomiędzy leniwymi hipopotamami zalegającymi u źródeł Nilu. Chyba łatwiej mi było pogodzić się z myślą, że i tym razem nie dla mnie ta atrakcja.

Do trzech razy sztuka

Na pewno uda się za kolejnym razem – myślałam.

I co? I nie udało się!

Choć tym razem miało być inaczej. Grupa wyrywająca się na rafting od samego początku, znająca dokładnie parametry rzeki i wymagania, ciesząca się na wywrotki i wysoki poziom wody.

Covid zamiast raftingu

Co wydarzyło się tym razem? Otóż Covid, który dopadł nas na 4 dni przed końcem trasy i uniemożliwił kontynuowanie trasy wraz z grupą. Konieczna była izolacja i leczenie, a potem już na wszystko było za późno.

I tak mimo trzech prób nie udało mi się zrealizować marzenia o raftingu na Nilu. Na szczęście, Nil czeka i z pewnością się doczeka. Tylko czy ja wytrzymam, bo niecierpliwość to moje drugie imię.

Relacja z wyprawy do Ugandy

Czytaj relację z naszej podróży po Ugandzie! RELACJA Z UGANDY

Poznaj mój kanał na YouTube


  • udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *