Gorzki listopad w koronie

Jesienne Eldorado w biurze

Listopad — to jest zwykle najbardziej zapracowany i szalony miesiąc w moim biurze. Cała egzotyka jest wtedy w trasie, brakuje pilotów, a ja nie nadążam z odpisywaniem na maile, będąc często z grupą w trasie. Nieodebrane telefony piętrzą się na liście do oddzwonienia każdego dnia.

Ale nie w tym roku…

Jeszcze dzisiaj rano, kiedy myślałam nad tym wpisem, miałam zaznaczyć, że telefon milczy jak zaklęty, na koniec dnia muszę dopisać, że były jednak dwa telefony dotyczące sylwestra w Afryce.

Sytuacja jest jednak trudna i bardzo przygnębiająca.

Kiedy koniec pandemii?

Choć nie brakuje nam pomysłów i wzajemnej motywacji w biurze, to jak pracować nie wiedząc niemalże nic. No bo co promować? Dokąd wysyłać grupy? Europa? A może jednak świat? A może zupełnie inaczej i należałoby obstawić Polskę? Od kiedy planować najbliższe wyjazdy? Czy terminy listopadowe są już realne? A może dopiero sylwester? Czy jednak wierzyć najbardziej czarnym scenariuszom i myśleć dopiero nieśmiało o majówce? Nie chcę słuchać tych, którzy już skreślili cały 2021 rok.

Pandemiczna ruletka

Kolejne kraje europejskie zamykają swoje granice. I choć powoli, ze względu na pogodę jesienną nie biorę ich pod uwagę, by planować tam krótkie wycieczki skupione wokół ich stolic lub tygodniowe pobyty z kuchnią i winem, to jednak my lecąc na egzotykę na drugi koniec świata musimy się gdzieś przesiadać.

Obstawiłam wylot na Zanzibar w listopadzie z Berlina. Mój błąd, bo Niemcy mają kwarantannę po przekroczeniu granic lądowych z Polską, czyli już wylot z Berlina się nie uda. Można by teoretycznie dolecieć z Warszawy do Niemiec, ale jak pogodzić dzień wylotu w świat z nieregularnymi połączeniami obecnie pomiędzy naszą stolicą a Berlinem? Nie wspominam, że to droga dookoła dla wielu z nas, bo z Poznania czy Szczecina bliżej nam do Berlina. Nikt już nie myśli o wygodzie. Coś, co zawsze brałam pod uwagę planując nasze trasy – godziny wylotu i przylotu, czas całej podróży, teraz zeszło na drugi plan. Liczy się każde zielone światełko otwierające szanse choćby na chwilę na lot dokądś.

Niestety te światełka zmieniają się tak szybko jak na największym skrzyżowaniu w mieście. Nie zdążę zauważyć, że świecą, a już gasną. Słowa: kwarantanna, test, ryzyko, ubezpieczenie śnią mi się po nocach.

Nie mogę nic zagwarantować, nie mogę też zapewnić, że wyjazd na pewno się odbędzie. Nie znam odpowiedzi na większość pytań. Co to za biuro, które nie wie jak będzie. Ano nie wie…

Horrory w turystyce

A i jeszcze te historie z niezwróconymi pieniędzmi za odwołane wyjazdy. Straty opiewające na kilkanaście tysięcy. Najlepsze i największe biura, które nie wywiązały się wobec własnych Klientów.

A czy Pani nam odda nasze pieniądze?

Takich opowieści słyszę mnóstwo. Często ten lęk i obawa przed kolejnymi stratami decyduje o odłożeniu planów wyjazdowych na kolejne miesiące.

Cwaniactwo ma się dobrze

Dzisiaj w spontanicznie nagranym live na Instagramie przez Specjalistkę od wakacji słyszałam o kolejnym hicie. Nóż się w kieszeni otwiera. Szuka się na ryku „lewych” zaświadczeń o negatywnym wyniku testu na Covid. Nie wierzycie? To fakty! Są takie osoby i tacy turyści, którzy marzą o podróży np. do Egiptu, ale nie mają ochoty poddawać się testom na tamtejszym lotnisku po przylocie. Boja się zrobić test tuż przed wylotem, bo co jak wyjdzie pozytywny i wyjazd przepadnie? Wolą dlatego kupić sobie „lewy” test już w Polsce.

Niestety to nie wybryk natury, pojedynczy przypadek, żart… To podróże w czasach zarazy. Nasze cwaniactwo, patent na „udane wakacje”. Nie dodaje mi to otuchy.

Dopiero co czytałam w internecie jak zwykle w oparciu o nasze stereotypy o tych „przebiegłych Egipcjanach, kłamcach i oszustach”, którzy zdrowych polskich turystów wrzucali do kwarantanny, bo fałszowali ich wyniki testów robione na miejscu, i tak wszystkich dodatnich zamykali w przymusowej kwarantannie w fatalnych warunkach hotelowych bez wody i jedzenia.

A tu proszę, rzecz zgoła odmienna. My tacy uczciwi, mądrzy, świadomi, kupujemy wyniki badań, by zrealizować swoje wakacje w tym samym Egipcie. Gdzie refleksja o własnym bezpieczeństwie? Gdzie odpowiedzialność za współtowarzyszy przelotu i pobytu w tym samym hotelu?

Plany w dobie pandemii

Wspieram strajk kobiet, śledzę to czym żyje świat. Chryzantemy też kupiłam. Od dwóch tygodni planuję wyjazd na Mazury, ale albo kwarantanna moich dzieci krzyżuje mi plany, albo moje przekładane zabiegi.

Teraz nie planuje się nic. Co najwyżej na dzień naprzód. Dla mnie, mającej plany i zawodowe i prywatne często i na rok do przodu, z zapisanym kalendarzem dzień po dniu na kilka miesięcy do przodu, teraz pusty kalendarz przeplatają tylko odwołane tegoroczne spektakle i koncerty, które wypełniły mi sporo terminów w przyszłym roku.

Marzenia o podróżach

Marzy mi się sylwester w Namibii. Na półce cały czas kole w oczy przewodnik po Uzbekistanie. Dzisiaj usłyszałam, że jest szansa na Ekwador. A co z Wyspami Owczymi czy Botswaną? Przepadła mi Gruzja, nie poleciałam na Zanzibar, nie mogę odżałować Apulii i kolejnego Rzymu. Dzisiaj anulowałam Portugalię.

Mój system od wystawiania faktur zamienił się w system zwrotów i wystawiania korekt, liczby w tabelkach nie kłamią. To nie będzie dobry rok w firmie, to już jest bardzo zły rok.

W grupie siła!

Tym bardziej potrzebuję teraz Was, którzy jesteście z nami od zawsze, a od marca śledzicie i wspieracie nasze nowe inicjatywy i pomysły zastępcze; Rozmowy Podróżne, filmy z podróży, wywiady, wpisy na blogu, konkursy, wspomnienia… To wielka radość i otucha, że to jednak minie. To nadzieja, że podróże lada chwila wrócą do swego zwykłego rytmu.

Oby! Jak najszybciej.


  • udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *