Chcę odkryć inne Maroko – wspomnienia sprzed 14 lat!

To już tylko cztery dni i lecę ponownie do Maroka. Cieszę się bardzo. Nie jest to moja pierwsza wyprawa w te strony, ale trzecia, mimo wszystko „czuję” te strony świata wyjątkowo dobrze a wtedy radość powrotów jest tym większa.

Nie zawsze jednak było tak różowo. Po raz pierwszy w Maroko byłam w 2003 roku, do tego w lipcu, z grupą zorganizowaną, ja jako uczestnik mający przyuczyć się do prowadzenia tras. Okazało się finalnie, że pilot jest nie do ruszenia ze swojego stanowiska i do Maroko wróciłam dopiero po kolejnych 5 latach już z własnym biurem.

Wspomnienia sprzed lat to przede wszystkim upał, lato w Maroko to niezbyt fortunny wybór na zwiedzanie i to intensywne. Wcale nie wspominam zbyt dobrze kuchni. Tym bardziej dziwiłam się kiedy w kolejnych programach kulinarnych, bardzo modnych ostatnio, to właśnie Maroko królowało na stołach podczas gali, mało tego, nawet jeden z finałów był nagrywany w Maroko. Przecierałam oczy ze zdziwienia, że tak różnorodnie i tak smacznie można tam jeść…  Nam to nie było wtedy dane. Co pamiętam to gliniane naczynia z kominkiem, w których pływały zazwyczaj pulpeciki mięsne w rosołkowatej zupie;  przyprawy: pachniało mocno kminem, miętą, kozieradką. Z zachwytem też patrzyłam na piankę na miętowej herbacie. Była tak bardzo słodka, aromatyczna i niewiarygodnie szybko gasząca pragnienie latem. A serwowana była bardzo gorąca.

Na pocieszenie po dziś dzień mam wspaniałą srebrną biżuterię i to taką, że wywołuje każdorazowo kiedy mam ją na sobie, nutę zazdrości u innych kobiet i nie tylko kobiet.

Pamiętam także Marrakesz – miasto bajkę. Niestety z wielkim placem kuglarzy, bajarzy i garkuchni łączy się także mój irracjonalny strach przed kobrami. Biedne gady noszone przez swoich właścicieli były znienacka zarzucane co bardziej przestraszonym turystom na plecy. Na pewno byłam celem ataku dlatego blada i sparaliżowana strachem siedziałam na najwyższym piętrze kawiarni z widokiem na cały plac co jakiś czas podnosząc nerwowo stopy w obawie, że jakaś zbłąkana kobra mogłaby mnie chcieć przestraszyć nawet tam (uwaga: na IV piętrze). Wstyd straszny, ale już tak mam.

Fez: o jak ja miło wspominam Fez. Ta medina i im bardziej wąskie uliczki i bardziej swojskie zapachy tym bardziej mi się tam podobało. I garbarnia z wielkimi kadziami wypełnionymi skórą i mięta podtykana turystom pod nos by mogli znieść ten zapach – mi jednak nic nie przeszkadzało. Pamiętam czynne, niedostępne dla innowierców meczety i spieszących na modły młodych uśmiechniętych chłopaków, pamiętam także kobiety robiące zakupy na wielkich sukach, wspominam miło szkołę dla dziewcząt, które niby nieśmiało ale bardzo radośnie witały nas chcąc nawiązać rozmowę.

Nie sposób także pominąć tematu bocianów. To prawda, że w Maroko żyje bardzo dużo bocianów. Mają tam wielkie gniazda pośród budynków, które stanowią atrakcję turystyczną, taki kawał Polski w Maroko.

I wreszcie pustynia: niesamowity kolor indygo szat Berberów, ich wspaniałe tajemnicze, nieprzeniknione i radosne ale czarne jak węgielki oczy, wspaniała wyprostowana sylwetka  i to coś co czyniło ich bardzo dumnymi i wyjątkowymi. Wielbłądy na tle wydm i zachodzącego słońca – tak kiczowaty obrazek że aż nierealnie cudny. Poza tym kazby wielkie piaskowe zamki na pustyni, z korytarzami wąskich uliczek, z ciepłem, które piaskowe ściany oddawały nam podczas zwiedzania, z elementami codziennego życia wyzierającymi spomiędzy murów.

Mój drugi pobyt w Maroko wiele rzeczy już sprostował, pozwolił się zachwycać tym, co ominęło mnie za pierwszym razem. Ale jak to się mawia do trzech razy sztuka, dlatego teraz zamierzam chłonąć Maroko na każdym kroku, delektować się jego smakami i zapachami, obkupić w nowe cacka i mnóstwo przypraw. I wreszcie nadrobić zaległości fotograficzne, bo ówczesne wyprawy to jeszcze era filmów wywoływanych a i jakość tamtych zdjęć była słaba.

To wszystko już w niedzielę.

Jeszcze wytłumaczę się z tego zdjęcia, bo to przez nie albo dzięki niemu pojedziemy z grupą do Chefchaouen. To piękne niebieskie miasto leży na północy i wymagać będzie od nas nadłożenia drogi i długiego przejazdu ale już wiem, że to będzie ten mocny punkt całej trasy. A zdjęcie podesłała w mailu jedna z uczestniczek pytając tylko: „Czy my też tam będziemy? To moje marzenie.”

Tak proszę Pani będziemy. Już w poniedziałek.

* Relacja z wyprawy do Maroko oraz galeria zdjęć dostępna na stronie ESTA Travel


  • udostępnij:

2 Comments Add yours

  1. Asiunia napisał(a):

    Pamietam Twoje analogowe zdjęcie z Maroka z plaży, na której chłopcy grali w piłkę. Przywieź mi takie.

    1. Estera Hess napisał(a):

      Obiecuję poszukać tego motywu. Mieszkamy blisko promenady. To było rzeczywiście unikatowe ujęcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *