Bali – upragnione wakacje w raju (gdyby nie ten długi lot…)

Długa droga na Bali

Lądujemy na Bali po długim locie z Dubaju. Mimo przelotu dziennego udaje się nam zająć sobie czas i po dziewięciu godzinach kapitan aksamitnym ale bardzo męskim głosem wita nas na Bali. Za oknem 27 stopni (a jest 22:45) i niebo utkane pojedynczymi chmurami.

Sprawnie wychodzimy z samolotu, upchanego pasażerami do ostatniego miejsca, potem już trochę mniej sprawnie odbywa się kontrola paszportowa i odbiór bagaży, które czekają na nas już na taśmie.

Piękny widok po wyjściu tuż z hali przylotów, za potężnymi i solidnymi barierkami jeden na drugim ale i pod drugim dziesiątki kierowców taksówek, zamówionych busików, transferów hotelowych, którzy trzymając tabliczki lub kartki z nazwiskami swoich gości starają się wyłapać nas z tłumu. I my lustrujemy te karteczki szukając naszych nazwisk. Znajdujemy pana w pomarańczowym t-shircie i szybko nie tracąc go z oczu pomni przygód porannych z Dubaju przeciskamy się do wyjścia zdążymy jeszcze kupić wodę oraz wymienić pieniądze i jedziemy do hotelu.

Hotel na polu ryżowym

Mieszkamy w centrum wyspy, świadomie wybraliśmy na dobry początek miejsce z dala od plaż, które kłębią się od resortów i mnóstwa turystów. Poza nami turystami spoza kraju sami Indonezyjczycy rozpoczęli właśnie swoje święta gdyż wczoraj zakończył się ramadan, a Indonezja to największy muzułmański kraj na świecie. I choć Bali to wyspa zgoła odmienna religijnie to sporo tu teraz gości z pobliskiej Jawy.

Droga zajmie nam około 1,5 godziny, ku naszemu zaskoczeniu nagle na szybie pojawiają się małe krople deszczu które są zwiastunem wielkiej ulewy. Droga spływa, wartki strumień deszczówki płynie po prawej, po lewej stronie i środkiem jezdni.

Hmm, jak to zwykle trudno dogodzić, dopiero co w Dubaju zmagaliśmy się z upałem około 40 stopni, było sucho i naprawdę piekielnie gorąco, tutaj 27 stopni przyniosło swoista ulgę i nadzieję na normalne temperatury, mimo tego, że wilgotność robi swoje, ale deszcz na wakacjach?

Oby tylko przez noc.

W recepcji naszego butikowego hotelu czeka na nas pan. Niezbyt wylewnie wita nas i zabiera się za wypełnienie formularza meldunkowego. Jest już po północy, zmiana czasu na naszą korzyść, już o 6 godzin przesunęliśmy zegarki względem czasu polskiego.

Wreszcie gotowi ciągniemy nasze bagaże do pokoi. Deszcz ustał ale powietrze przesycone jest świeżością ulewy. Pod stopami nam chlupocze. Ciekawe co czeka nas jutro.


  • udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *